Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Typki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Typki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2019

Tabela po finale konferencji i typki na FINAŁY NBA

Drogi Mateuszu (i reszto typerów),

Idąca za głosem serca Ania uzyskała najlepszy wynik w tej rundzie, w której prawie wszyscy popełniliśmy dwa poważne błędy - po pierwsze, zaufaliśmy, że Portland Trail Blazers poradzą sobie tak samo dobrze, a może nawet lepiej, niż Houston Rockets (najbliżej był Baza, który ze szczodrobliwości serca oddał Blazersom aż, i tylko jeden mecz). Łatwa destrukcja największego rywala, i to bez Kevina Duranta nie przekonała nas do tego, aby stuprocentowo uwierzyć w Warriors. Sprawdziły się jednak przewidywania przed-playoffowe, zakładające, że ktokolwiek wyjdzie ze strony drabinki Nuggets - Blazers, nie będzie stanowił takiego wyzwania dla Warriors, jak właśnie Houston. Po drugie, zignorowaliśmy absolutną dominację Kawhi Leonarda nad tymi play-offami. Skuteczność i niepowstrzymywalna wola zwycięstwa niczym Michael Jordan w najlepszych czasach, oraz kontrola nad spotkaniem jak LeBron z Miami. Jak się okazało, to pokonanie Philadelphii wymagało cudów, przy Bucksach wystarczyło rozgryzienie początkowej strategii. KawhiPtors wtopili dwa pierwsze mecze, dostosowali instrumenty, i zatrzymali zespół Milwaukee nauczony grania w ramach partytury. Okazało się, że posiadanie trenera gotowego na szybkie taktyczne reakcje (Nick Nurse), jest ważniejsze niż wiara w nawet najlepszy system (Mike Budenholzer).

Tabela prezentuje się następująco:

1. Baza - 17 punktów
2. Beniu - 16 punktów
3. Gunio - 15 punktów
4. Ania 
    Michał - 12 punktów
6. Przemek - 10 punktów

A teraz przejdźmy do dania głównego

Finały NBA


Golden State Warriors - Toronto Raptors


GSW pokonało 


Los Angeles Clippers (4:2)
Houston Rockets (4:2)
Portland Trail Blazers (4:0)

Czy ktoś postawił im prawdziwe wyzwanie?


Nie, chociaż, kiedy grające jak dzikie buldogi Clippers urwały im dwa mecze, to gadające głowy zaczęły otwierać pliki tekstowe zawierające moratorium. Szybko okazało się, że Warriors weszli do play-off jeszcze zaspani. Houston stanowiło godnego rywala w pierwszych czterech meczach, a potem skapitulowało. Portland przegrało 4:0 bez wstyd, ale za każdym razem comeback Warriors wydawał się nieunikniony.

Jakie mają kłody pod nogami?


Największa to oczywiście kontuzja łydki Kevina Duranta, której tajemnica pogłębiana jest przez owiane tajemnicą raporty medyczne, i niejasny stan koszykarskiej aktywności zawodnika. Nawet bez niego Golden State posiada na tyle talentu, aby spokojnie zdobyć czwarty tytuł w przeciągu ostatnich pięciu lat, jednak Durant to ostateczny wyrównywacz. Tam gdzie Warriors tracą na stylu, gdy gra, tam też zyskują na nieuniknioności. 
Drugim wątkiem, mocno zajmującym media, będzie też stan psychiczny Golden State, być może żegnającego się z KD i całą piękną erą. Myślę, że grając w finałach skupia się raczej na wygrywaniu poszczególnych spotkań, ale pewnie, ważniejsza jest rozkmina, czy zawodnicy wolą wygrać bez Duranta i utrzeć mu nosa, czy Kevin woli odejść do Nowego Jorku zdobywając kolejne MVP finałów.

Jakimi dysponują atutami?


Są Golden State Warriors.

Toronto Raptors pokonali


Orlando Magic (4:1)
Philadelphia 76ers (4:3)
Milwaukee Bucks (4:2)

Czy ktoś postawił im prawdziwe wyzwanie?


Pierwsze mecze w każdej serii, i przez moment grawitacja. Ze wszystkim poradził sobie Kawhi Leonard. A tak naprawdę, to seria półfinałowa z 76ers stanowiła większe wyzwanie, niż ta z finału konferencji, ponieważ wymagała ikonicznego występu i rzutu od zawodnika, którego w przyszłym sezonie może nie być w Toronto, a i tak może doczekać się pomnika.

Jakie mają kłody pod nogami?


Chyba tylko ofensywny brak wsparcia dla Leonarda. Jak pokazał przez całe play-off, jest w stanie brać na swoje barki prawie cały ofensywny ciężar Toronto (46 rzutów w siódmym meczu z Philly!), ale jeśli Raptors chcą wznieść trofeum, to Lowry i spółka muszą regularnie trafiać do kosza, jakkolwiek prostacko to brzmi. Dodatkowo, mają w kadrze tylko trzech zawodników, którzy grali w finałach: Leonard i Danny Green w Spurs, a Ibaka w Thunder. Reszta Raptorsów znana do tej pory była z miękkich kolan.

Jakimi dysponują atutami?


Przede wszystkim, są w stanie zaskoczyć przeciwników różnymi wariantami gry w obronie. W jednej akcji Siakam może kryć Draymonda, Leonard Curry'ego, Green Thompsona, a Lowry pilnować jakiegoś ofensywnego beztalencia. W innej pozycje mogą się znacznie zmienić, bo prawie każdy podstawowy zawodnik Raptors dysponuje siłą i szybkością, nie zamykającego go w defensywnej szufladce. Kluczem do wszystkiego jest oczywiście Leonard. Będzie grał tam, gdzie jest najbardziej potrzebny, ale wykorzysta do tego tylko tyle mocy, ile nie zmarnuje na grę w ofensywie. Sprawa utrudnia się dla Toronto kiedy tylko wróci Kevin Durant. Wtedy Kawhi musi skupić się na kryciu najbardziej problematycznego zawodnika w całej lidze. Właśnie dlatego Warriors to Warriors. Już w tej chwili dysponują prawie niepowstrzymanym arsenałem ofensywnym, a mogą dołożyć do niego jeszcze Redeemera z Unreala Tournamenta. W każdym razie, Raptors to mądry zespół, uważny w obronie i przetestowany przez zaskakująco mocną wschodnią konferencję. 
Po ich stronie może stać też desperacja ostatniego "hurra". Po spodziewanym odejściu Kawhi, ten zespół nie wróci szybko do finałów. W przypadku zwycięstwa stanie w panteonie najciekawszych mistrzów, obok Dallas 2011, Pistons 2004, czy Rockets 95, dodatkowo pokonując historycznego rywala. Jeśli to nie motywuje, to nie wiem co. No, chyba, że Kawhi to faktycznie robot, i jego oprogramowanie nie pozwala na motywację.


Nawet biorąc pod uwagę nieobecność Kevina Duranta (a może właśnie dzięki niej?), szykują nam się najciekawsze finały od pierwszego sequela Cavs - Warriors, a przed nimi Heat - Spurs. Z jednej strony patrzymy na drużynę wznoszącą się do złotych bram dostępnych wcześniej do legendarnych Celtics, Lakers i Bulls, a z drugiej na utalentowanego underdoga, dysponującego talentem i know-how gotowym na zepsucie święta w Kalifornii. Życzę Toronto wszystkiego najlepszego, i chciałbym, aby Kawhi został w Kanadzie, ale serce mistrza przetrwa ciężką próbę.

Mój typ: Golden State Warriors - Toronto Raptors 4:2


Michał






wtorek, 14 maja 2019

Tabela po drugiej rundzie i typki na finały konferencji

Drogi Mateuszu (i reszto typerów),

Wielkimi zwycięzcami kolejnej rundy typowania play-off NBA okazali się Beniu i Baza. Obaj trafili zwycięzców we wszystkich parach, i po dwa dokładne wyniki. Najwięcej osób przewidziało, że Warriors dosyć łatwo odprawią Houston. Kiedy, było 2:0 dla Golden State, wydawało się, że ta seria może trwać o wiele krócej niż zeszłoroczna, zwłaszcza, kiedy największym problemem dla Rockets była praca sędziów. Szczytem okazał się wewnętrzny dokument krążący po biurach Houston, który "wyciekł" do publicznego wglądu po pierwszym meczu. Niespecjalnie przejęci tym Warriors spokojnie pokonali Rockets na własnym parkiecie, tylko po to, by niepotrzebnie stracić prowadzenie w dwóch meczach w Teksasie. W meczu numer 5 wydawało się, że Harden i spółka otrzymali dar z niebios, w postaci kontuzji łydki Kevina Duranta. W związku z tym, wrócili do Houston z nadziejami na podtrzymanie serii w meczu numer 6, i zrewanżowanie się za zeszły rok w meczu nr 7. Do tego nie dopuściła jednak ekipa Curry, Thompson, Green i Iguodala, która przecież bez KD wygrała finały w 2015 roku. James Harden ponownie nie wypadł źle, ale po raz kolejny w play-offach zanikła jego magiczna zdolność kontrolowania meczu i ustawiania go pod swoje dyktando. Być może 35 punktów to niezły rezultat w decydującym spotkaniu, tylko że Rockets potrzebowali 45-punktowego Hardena z sezonu zasadniczego. Ciężko odczytać umysł Daryla Moreya pracującego po sezonie, jednak odnoszę wrażenie, że Houston oddało dwa najmocniejsze ciosy w stronę Warriors w 2018 i 19 roku, i nie wywołało specjalnego popłochu. W przyszłym sezonie Chris Paul będzie miał 35, a "Beard" 30 lat. Nie wiem skąd mogą nadejść posiłki.

Najtrudniej przewidzieć było drugą serię z Zachodu, czyli Denver Nuggets kontra Portland Trail Blazers. Tutaj gratulacje należą się Beniowi, który przewidział, że Lillard i spółka ostro powalczą z drugą drużyną sezonu zasadniczego, doprowadzą do meczu nr 7, i po zeszłorocznym upokorzeniu z rąk Pelicans dotrą aż do finału konferencji. Denver powinno pluć sobie w brodę, bo po pierwsze trafili na łatwiejszą stronę drabinki (Spurs bez gwiazd i Portland zamiast Rockets/Warriors), a po drugie mieli przewagę własnego parkietu i wysokie prowadzenie w ostatnim meczu. W takich momentach wychodzi brak doświadczenia, i nieprzewidywalność zawodników wspomagających. Nikola Jokic robił co mógł, ale nie był w stanie trafiać rzutów za Jamala Murraya, czy Gary'ego Harrisa. W zależności od tego, jak będzie wyglądać konferencja za rok, mogła to być ich najklarowniejsza szansa na dotarcie naprawdę wysoko (pierwszy finał konferencji od 2009). Szacunek natomiast należy się Trail Blazers za utrzymanie zespołu, który dał taką plamę w zeszłym sezonie i wrócił z należytym gniewem. Dame odesłał Westbrooka i OKC w pierwszej serii, a teraz przyszła kolej na C.J. McColluma, który w decydującym meczu rzucił 37 kluczowych punktów. Nie sądzę, żeby Trail Blazers podchodzili ze strachem do serii przeciwko Warriors, ale jeśli nie chcą wracać do domu, to znowu muszą wykrzesać z siebie coś specjalnego.

W przypadku konferencji wschodniej, dwóch z nas dało się nabrać na kłamstwa Boston Celtics (Mateusz i ja). Niczym patologiczny mąż obiecujący, że tym razem przyjedzie na występ w szkolnej sztuce dzieci, Celtics przysięgali, że rozwiązali swoje problemy dotyczące relacji w zespole i dawania z siebie wszystkiego w każdym meczu. Radosna przejażdżka po Pacers w pierwszej rundzie mogła utwierdzić fanów i wierzących w tym przekonaniu, podobnie jak demolka Milwaukee w pierwszym spotkaniu. Chwała jednak Bazie, który przeczuł moc drzemiącą we wkurzonym Giannisie, i jako jedyny postawił na 4:1 dla Bucks. Boston staje teraz w obliczu podejmowania trudnych decyzji: pomimo wcześniejszych obietnic, Kyrie Irving wypowiada się, jakby wolał sprawdzić, co dzieje się w Nowym Jorku, a może nawet w Los Angeles; Al Horford musi dogadać się na temat nowego kontraktu, Brad Stevens nie wie, czy będzie mógł liczyć na Gordona Haywarda, a Jayson Tatum i Jalen Brown nie zrobili oczekiwanego postępu. Jak się okazuje, może w NBA zaistnieć takie zjawisko jak przeładowanie talentem. Przez cały sezon role poszczególnych zawodników były niedookreślane, a bohaterowie zeszłorocznego awansu do finałów konferencji poczuli się zepchnięci na boczny tor. Wszystko to, oraz przede wszystkim funkcjonowanie strategicznego planu Bucks spowodowało, że zobaczymy arcyciekawy pod względem koszykarskim finał Raptors - Bucks.

Kawhi pogrążył Philadelphię najbardziej nienormalnym rzutem w nowoczesnej historii koszykówki. Embiid przysłonił Słońce wielkimi łapami, a Kawhi rzucił ciężką piłkę wysoko, wysoko nad 215 centymetrowym Kameruńczykiem. Puk... puk, po jednej stronie obręczy, stuk-stuk po drugiej, piłka wpada do kosza, i szalony sezon 76ers dobiegł końca. Ta seria udowodniła, że Raptors mogą mieć zbyt niewielu grywalnych zawodników na finał konferencji, chociaż siła Bucks leży gdzie indziej niż mocne strony 76ers. Jeden rzut nie decyduje o wszystkim, ale dla takiego momentu Masai Ujiri zdecydował się zaryzykować i wytransferować lokalnego bohatera DeRozana, za jednego z najlepszych zawodników w lidze. Leonard może rozpocząć nowy sezon w Los Angeles, albo Brooklynie, jednak na ten moment, Raptors wyglądają jak realni kandydaci do gry w finałach NBA. Pierwszym krokiem do złamania klątwy play-offowych katastrof był wyjazd LeBrona na zachód, do dopełnienia czaru potrzeba było magii niezbyt rozemocjonowanego Kawhi Leonarda. W przypadku Philadelphii wybieram wiarę w to, że taka porażka buduje zespół, który chciałbym zobaczyć w podobnym składzie w przyszłym roku. I tak wszystko zależy od zdrowia Embiida. Mieliśmy do czynienia z jedyną serią, w której nikt nie trafił precyzyjnego wyniku.

Tabela

1. Baza - 16 punktów
2. Beniu - 15 punktów
3. Mateusz - 14 punktów
4. Michał - 11 punktów
5. Ania
    Przemek - 10 punktów


Finały konferencji

Golden State Warriors - Portland Trail Blazers

Mieszkam w obozie, który uważa, że Warriors rozprawili się z najtrudniejszym rywalem w konferencji zachodniej. Ich największym przeciwnikiem będzie teraz zdrowie Kevina Duranta, ale nawet bez niego znacznie przeważają talentem nad Portland. Klay Thompson świetnie pasuje do krycia zarówno McColluma, jak i Lillarda, a bez kontuzjowanego Jusufa Nurkicia Trail Blazers nie mają nikogo, żeby pokarać brak super-utalentowanych zawodników podkoszowych w Golden State. Powrót KD będzie uzależniony od tego, jak dobrze wystartują Warriors. Jeśli dadzą się zaskoczyć niczym z Clippers w pierwszej rundzie, to może lekarze przyspieszą jego rekonwalescencję. Na szczęście GSW, pierwsze dwa mecze (i potencjalny kończący), odbędą się w Oakland, gdzie wygrywa się niezwykle trudno. Wbrew pozorom uwolnienie ofensywy od polegania na magicznych talentach Duranta może wyjść na dobre zwłaszcza Stephowi. Już kiedyś pokarał oregończyków 40-punktami w play-off, a w tym sezonie ciągle czekamy na znakomity mecz Curry'ego od początku do końca. Na przeszkodzie Trail Blazers stanie też zmęczenie, pamiętajmy że zagrali przecież m.in. mecz z czterema dogrywkami, a Warriors odpoczywają od jakiegoś czasu. Lillard musi też znacznie poprawić swoją celność, bo nawet w wygranej serii przeciwko Nuggets rzucał zaledwie 30% za trzy punkty. Grając z Golden State taka bylejakość nie przejdzie. Wiem, że Trail Blazers to zespół, który może wyrwać kilka spotkań grając z sercem, ale na takim poziomie, zazwyczaj wygrywa jednak talent. Interesująco może zrobić się, jeśli ukradną przynajmniej jedno spotkanie w Kalifornii. Dysproporcja talentu każe mi jednak stawiać na faworytów:

GSW - PTB 4 : 2

Milwaukee Bucks - Toronto Raptors

Niezmiernie ciężka seria do obstawienia. Przyjmijmy, że najlepsi gracze, czyli Giannis i Kawhi eliminują się wzajemnie. Co z zawodnikami od 2-7? Po stronie Milwaukee mamy Middletona, Bledsoe, Lopeza, Mirotica, Brogdona, Hilla i... Connaughtona??? (27 minut w ostatnim meczu przeciwko Bostonowi). Po stronie Toronto Siakam, Lowry, Gasol, Green, Ibaka i VanVleet. I to koniec. Nikt więcej nie grał w ostatnim spotkaniu przeciwko 76ers. Wygląda na to, że Bucks mogą pozwolić sobie na większe czary w przypadku doboru stylu i ustalaniu składu, podczas gdy Raptors opierają się na żelaznej piątce z lekkim wsparciem z ławki. Na takie granie Kawhi Leonard przygotowywany był cały sezon. W niektórych meczach nie grał, w innych oszczędzano go minutowo. Teraz jest odpowiedzialny za kreowanie rzutów dla swojej drużyny, bo jedynym, który teoretycznie może go wesprzeć jest Kyle Lowry, znany ze znikania w play-off. Z drugiej strony mamy Giannisa, który nawet w tak ważnym momencie sezonu mógł się oszczędzać (31 minut na mecz), ponieważ nie zawodzili go koledzy. 

76ers mogli stanowić na tyle niewygodny zespół dla Raptors, że trener Nick Nurse wolał nie ryzykować wystawiania głębszych rezerw. Jednym z atutów Philly był fakt, że na prawie każdej pozycji grał zawodnik wyższy od średniej (Redick wyjątkiem). W przypadku Bucks wracamy do normy, co zmieni strategie krycia podejmowane przez Toronto. Lowry będzie walczył z Bledsoe, Danny Green z Middletonem, Gasol z Lopezem, i zostaje pytanie, czy Giannis stanie od początku przeciwko Leonardowi, czy jednak Bucks spróbują wystartować z Miroticiem na Kawhi. Swoją cegiełkę do taktycznej komplikacji tej serii dołożył też powrót Malcolma Brogdona po kontuzji. W zależności od tego jak potoczą się mecze, może on zacząć grę w pierwszej piątce, zamiast Mirotica. Szukam elementów, które mogłyby rozróżnić znacząco te dwa zespoły, i nie mogę ich znaleźć. Ten finał konferencji ma szansę być jednym z najlepszych w ostatnich latach, i obojętnie, która drużyna przejdzie do finału, to stawi duże wyzwanie Golden State Warriors, a przecież tylko o prosimy. Ja wybieram w prostacki sposób - Milwaukee ma przewagę własnego boiska, więc wygra.

MB - TR - 4 : 3

Michał

sobota, 27 kwietnia 2019

Kiedy wschód pracuje, to zachód śpi

Drogi Mateuszu (i reszto typerów),

Ponieważ dzisiaj w nocy (z soboty na niedzielę), zaczynają się pierwsze półfinały konferencji, obstawimy nasze typki przed rozliczeniem się za pierwszą rundę. Podobnie jak w pierwszej rundzie, typy zostawiamy w komentarzu.

Golden State Warriors - Houston Rockets


Golden State pokonało Clippers 4-2
Rockets pokonali Jazz 4-1

Kto mógł się spodziewać, że trudności z pokonaniem Los Angeles Clippers przeszkodzą Golden State w szybkim awansie do drugiej rundy? Rozumiem, że niespecjalnie chcą spotkać się z Rockets na tym etapie sezonu, ale prawdopodobne było, że w którymś momencie musieliby. Na ich szczęście/nieszczęście dokończyli dzieła zeszłej nocy, i mogą przygotowywać się do rewanżu za zeszłoroczny finał konferencji. Rockets gładko przejechali się po Jazz i przystępują do tej serii z niewzruszoną wiarą, że tym razem uda im się dokończyć dzieła, zwłaszcza, że teoretyczny przeciwnik po drugiej stronie drabinki może być tylko wycieraczką przed drzwiami do finałów. Widzę skąd bierze się ta pewność, bo w jakiś sposób James Harden wskoczył na wyższy poziom, a wszyscy zawodnicy zadaniowi rozumieją swoje role, i jak łatwe jest ich życie w Hardencentrycznym uniwersum. Nie uważam jednak, że Chris Paul formę odpowiednią do pokonania mistrzów. W zeszłym roku, młodszy i zdrowszy Paul pokazał, że w pancerzu Warriors znajdują się luki. Podczas meczu numer 5 stało się jednak najgorsze, i wyczerpany posezonowymi zmaganiami CP3 doznał kontuzji. Wtedy miał 33 lata, teraz 34, i znacznie gorszy sezon niż przed rokiem. Rockets stoją przed klasycznym dylematem "damned if you do, damned if you don't", ponieważ Paul musi grać po 35 intensywnych minut, ale nie może. Dodatkowo, kiedy raz napędzi się stracha Warriors, to zazwyczaj biorą się do roboty. Każda dynastia musi się kiedyś skończyć, a temu Golden State przydałby się prztyczek w nos za lekce sobie ważenie nawet play-off (bo udowadniali, że sezon zasadniczy nie ma dla nich znaczenia). Na nieszczęście Rockets, ten prztyczek zadali już Clippers i podpalili gazik z gniewem na przynajmniej lekko-średnie ustawienie. Durant zdaje się być w kapitalnej formie, a Kerr może wmówić całej drużynie, że powinni wygrać ku czci kontuzjowanego DeMarcusa Cousinsa. Czy to dobry powód? Raczej nie, ale znudzonemu cesarzowi wystarczy każdy pretekst, aby najechać sąsiednie królestwo.

Golden State - Houston Rockets 4 - 2


Boston Celtics - Milwaukee Bucks


Celtics pokonali Indianę 4-0
Bucks pokonali Detroit 4-0

Zarówno Celtics, jak i Bucks przyszli do pracy, i wykonali swoje zadania bez zarzutu. Różnica polega na tym, że Bucks przystąpili do roznoszenia Detroit z rozmachem i chęcią pokazania lidze, że ich znakomity sezon zasadniczy był "for real". Z drugiej strony, Boston włożył w swoje zwycięstwa dokładnie tyle wysiłku ile było potrzebne. Stąd między innymi wynik pierwszego meczu (84-74), przeniesiony żywcem z lat 90. Pacers byli skazani na pożarcie od momentu, kiedy Victor Oladipo zakończył sezon. W przeciwieństwie do Detroit powinniśmy dać im wyróżnienie za ambitną walkę, i pokazanie, że zajęcie 5. miejsca w konferencji, to nie jest dla nich sufit. Jeśli chodzi o mecz między Celtics, a Bucks, to Milwaukee znajduje się w tej nieprzyjemnej pozycji, że tak naprawdę nikt nie wie, gdzie leży szczyt możliwości ich rywali. Zespół z Bostonu przez cały sezon był najdziwniejszy w lidze, nie mogąc znaleźć odpowiedniej ilości minut dla wszystkich zawodników, co powodowało konflikty, dalej podsycane przez opowiadającego pierdoły Kyrie. Z jasnych i klarownych dla wszystkich powodów (/sarkazm) Celtics złapali wspólny język w play-off, i wszystkie klocki zaczynają się dopasowywać. Irving w play-off i bez kontuzji to bestia, Al Horford zna wszystkie sztuczki w defensywie, Gordon Hayward zaczyna przypominać tego z Utah, a cały zespół wydaje się uzyskiwać to bostońskie żenesekła, które pozwala mu wygrywać mecze w stylu Euzebiusza Smolarka (niby umiejętnościami, ale jednak piłka przypadkiem spada pod nogi). Nie wiem do końca co sądzić o Bucks, bo pierwsza runda przeciwko workowi do bicia nie pokazała niczego, czego nie wiedzieliśmy. Już w zeszłym sezonie, prowadzeni przez trenerską pacynkę, Milwaukee postawili bardzo ciężkie warunki Celtics, a wystrzelił zwłaszcza Khris Middleton. Do tego pojedynku przystępują też z Giannisem, który odkrył i pojął jak posługiwać się wszystkimi pokładami swojej mocy. W tym roku mają też o wiele lepszego trenera, ale do tej pory mocne strony Mike Budenholzera ujawniały się przede wszystkim w sezonie zasadniczym (kilka sezonów w Atlancie, i teraz). W play-off zdarzało się, że był łatwo ogrywany, zbyt późno dokonując zmian taktycznych i składowych. Pod tym względem Brad Stevens ma nad nim przewagę. Rozum podpowiada, że Bucks to zdecydowany faworyt, jednak trudno mi nie odnieść wrażenia, że Celtics z przedsezonowych oczekiwań zaczynają się ujawniać. Wbrew sobie, i może trochę dla zjinxowania Bostonu, postawię na nich.

Boston Celtics - Milwaukee Bucks 4-2

Philadelphia 76ers - Toronto Raptors


Philadelphia pokonała Nets 4-1
Raptors pokonali Magic 4-1

Po pierwszych meczach obu drużyn wyglądało, jakby obie serie mogły zakończyć się niespodzianką. Orlando oddało swój najlepszy strzał w stronę Raptors, i wygrało mecz w Toronto. Nets udało się sprowokować 76ers do niepotrzebnej młócki, i wykorzystali to na boisku. W kolejnych czterech spotkaniach wszystko poszło już zgodnie ze scenariuszem. Toronto nie musi się martwić już o zdrowie i oszczędzanie Kawhi Leonarda, bo po pierwsze, bardzo chcą wygrać mistrzostwo w tym sezonie, a po drugie, Kawhi i tak może uciec do Kalifornii. Swoją drogą Leonard wrócił do formy po bardzo kontrowersyjnym sezonie 2017/18. Jego zdrowie już pewnie nigdy nie będzie perfekcyjne, ale jeśli można aktywować go w play-off, to tyle może wystarczyć. Masai Ujiri, prezes Toronto Raptors, podjął znaczne ryzyko decydując się na jego transfer, bo oburzył tym fanów DeRozana i Kyle Lowry'ego. Nie przestraszyła go wizja ucieczki Kawhi, bo w obliczu faktu, że Raptors mają prawdziwą szansę dojść do finałów, była to niska cena. 

76ers obawiają się natomiast o zdrowie Joela Embiida. Z powodu kolana oszczędzano go w serii z Nets, albo nie wystawiając go wcale, albo ograniczając jego minuty do 20-kilku. Przeciwko Brooklynowi można było sobie na to pozwolić, gdyż reszta składu mogła uzupełnić luki, a Nets nie mieli nikogo pod koszem, kto mógł pokarać Philly za brak ich najlepszego zawodnika. W przypadku serii z Toronto, Embiid jest niezbędny, a nawet z nim 76ers mogą znaleźć się w pułapce. Sprowadzony w połowie sezonu Marc Gasol świetnie broni Kameruńczyka, Kawhi Leonard może bronić zarówno Simmonsa, jak i Butlera i Harrisa, a Danny Green to jeden z najwszechstronniejszych defensorów, który nie jest gwiazdą. Nawet zakładając, że 76ers dysponują wszystkimi zawodnikami w pełnym zdrowiu, to Toronto może wszystko skontrować. Szerokość składu, zgranie i doświadczenie przemawiają za Toronto, i wydaje mi się, że to może wystarczyć. W zależności od tego co zaprezentują w tej serii, chyba będę stawiał na Raptors w finałach.

76ers - Raptors 2 - 4

Michał


piątek, 19 kwietnia 2019

Typki z początku sezonu zasadniczego - rozstrzygnięcie

Drogi Mateuszu,

Nasza zabawa, polegająca na typowaniu dokładnych zespołowych bilansów sezonu zasadniczego dobiegła końca. Jeśli moje rachunki mnie nie zmyliły, to zarówno ty, jak i ja dobiegliśmy do mety w równym czasie, zdobywając po 71 punktów. Wojtek uzyskał 62 punkty, tracąc kilka niefartownych punktów na pojedynczych zwycięstwach i przegranych niektórych drużyn. O ostatecznych rezultatach decydowały szczegóły, bo jednomyślnie nie wierzyliśmy w te same zespoły, i przeszacowaliśmy zdolności innych. W związku z tym, nikt nie wykorzystał faktu, że Orlando Magic, czy Sacramento Kings zdecydowanie wyrwały się z marazmu kompletnej nieistotności dla całej ligi.
Oczywiście, trudno nas winić za brak zaufania do franczyz, które nie dały nawet znaku, że mogą poprawić. Przejechaliśmy się też na tym, że LeBron odniósł pierwszą poważną kontuzję w karierze, a Anthony Davis nie mógł się zdecydować, czy chce pozostać bohaterem Nowego Orleanu, czy zrobić z siebie pośmiewisko, i spędzić prawie cały sezon w limbo, grając po 20 minut w meczu dla zespołu, który nie potrafił zdecydować kto nim zarządza. Jokery odegrały kluczową rolę, oprócz tego postawionego na Toronto, gdyż każdy z nas przewidział, że będą bardzo dobrzy (obserwując ten wybór z przyszłości, nie był on zbyt odważny prawda?). Spojrzyjmy (Michał Probierz) zatem na sukcesy i porażki tego sezonu bukmacherskiego.

Perfekcyjne obstawki:

Mateusz - 3
Michał - 2
Wojtek - 0

Mateuszu, przewidziałeś precyzyjnie jak dobrze Raptors poradzą sobie z zamianą swojego najlepszego zawodnika, w notorycznie trudnego kolesia, który po sezonie może woleć uciec do Los Angeles. Wojtek uwierzył najmocniej w San Antonio utrzymujące formę, ale to ty trafiłeś w dokładną ilość ich zwycięstw. Ponieważ Gregg Popovich po raz kolejny wepchnął słabszy na papierze zespół do play-off, co może mieć wpływ na przyszłoroczne typki, gdyż nikt nie będzie chciał uwierzyć w to, że Spurs w końcu mogą nie wejść do play-off. Statystyka nie jest po ich stronie, ale rzeczywistość każe wątpić w statystykę.
Twoje trzecie dokładne przewidywanie dotyczy Memphis Grizzlies, Wojtek i ja widzieliśmy ich bliżej play-off, może z dramatyczną końcówką? Nawet jeśli tak nie było naprawdę, to w mojej wyobraźni twoje daleko widzące oczy ujrzały Marca Gasola w Toronto i problemy zdrowotne reszty składu. Chciałbym być bardziej dumny z moich trafień w rezultaty Warriors i Pacers, ale gdzie leży umiejętność przewidywania, skoro od lat wiadomo, że Golden State przestało przejmować się sezonem zasadniczymi, i jedyne pytanie brzmi, jak bardzo; natomiast Indiana zagrała niezły sezon i zajęła niezłe miejsce, grając niezłą koszykówkę. Ekwiwalentem Pacers jest kanapka z przyzwoitym serem, i ulubionym keczupem.

Katastrofy typerskie

Mateusz - pomyłka o 17 zwycięstw (Orlando)
Michał - pomyłka o 20 zwycięstw (Sacramento)
Wojtek - pomyłka o 21 zwycięstw (Orlando)

Tak jak mówiłem, wszyscy obracaliśmy się w tych samych granicach. Żeby nie było, to ja także przestrzeliłem Orlando o 15 porażek, ale też uważałem, że Sacramento będzie najgorszym zespołem w lidze. Z ciekawszych pomyłek w górę, mocno przeceniliśmy Boston, podobnie zresztą jak większość eksperckich typerów przedsezonowych. Ludzie naprawdę spodziewali się, że Celtics wygrają w cuglach konferencję wschodnią, opierając się na powracającym talencie i zgraniu. Mocny przejazd, z różnych powodów dotyczył też Lakers i Pelicans.

Podsumowując, rywalizacja zakończyła się remisem, ale bazując na fakcie, że udało ci się utrafić trzy bilanse idealnie, do moich dwóch, to jestem w stanie przyznać ci tegoroczne zwycięstwo. Wyniki rozliczały się do końca sezonu, co powodowało emocje do samej linii mety. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zaczniemy podejmować odważniejsze decyzje, może ignorując "group-think" i propozycje od Las Vegas? A teraz, niczym reprezentacja Polski, musimy przeanalizować naszą grę, wyciągnąć wnioski, i zapomnieć o nich w następnym meczu.

Michał

sobota, 13 kwietnia 2019

Typki na pierwszą rundę play-off 2019

Drogi Mateuszu,

Długi i trudny sezon za nami, teraz rozpoczynamy granie na serio. Proszę o typki w komentarzu.

Eastern Conference


1 - 8
Milwaukee Bucks - Detroit Pistons

W sezonie zasadniczym Bucks wygrali wszystkie 4 spotkania

Chyba nie ma się nad czym wielce zastanawiać, ponieważ Milwaukee w tym sezonie to najlepszy zespół w lidze (różnica między ich zdobywanymi punktami, a traconymi to +9, historyczny rezultat), dysponują najlepszym zawodnikiem (prawdopodobny MVP - Giannis) i przystępują do tej serii z myślą o przynajmniej finałach konferencji. Na niekorzyść Detroit przemawia też fakt, że ledwo dokulali się do play-off, zwłaszcza, że większą część sezonu walczyli o przynajmniej 6. pozycję w konferencji. Zwyczajowo nie doczekamy też Blake'a Grffina w pełnej formie, jako że walczy z kontuzją kolana. Już w zeszłym roku, Bucks trenowani przez nieudolnego Joe Prunty'ego postawili się bardzo mocno o wiele bardziej utalentowanym Boston Celtics, będąc nawet całkiem blisko zwycięstwa, gdyby nie to, że nauczyciel WFu Joe podchodził do ustawiania składu z takim konserwatyzmem, jak kościół katolicki. Oczekuję też gigantycznej serii od Giannisa - 35p/15z/8asyst. Bez wahania:

Bucks 4 - Pistons 0

2 - 7
Toronto Raptors - Orlando Magic

W sezonie zasadniczym Magic i Raptors zremisowali 2   - 2

Brawo Magic, którzy pod stabilnym kierownictwem nowego trenera Steve'a Clifforda, wrócili do play-off po długiej nieobecności, która trwała od kiedy z zespołu odszedł Dwight Howard. W sezonie zasadniczym postawili się Toronto, ale tylko w jednym z ich zwycięstw grał Kawhi Leonard, czyli absolutny klucz do play-off dla Raptors. O ile w sezonie zasadniczym mógł sobie pozwolić na freelancerkę, i wybieranie dogodnego czasu na wybieganie na boisko, to aby spełniły się marzenia Toronto o wygraniu konferencji wschodniej, Leonard musi sobie przypomnieć jak to jest nieść zespół na plecach. Moim zdaniem, Raptors to zespół lepiej przygotowany składowo do play-off, aniżeli Milwaukee - Leonard nie ma problemu z rzutem za trzy, i trzeba go pilnować w każdej akcji ofensywnej, a Nick Nurse dysponuje tyloma zawodnikami, że może zmieniać boiskowe wydarzenia wysyłając na parkiet ekipy specjalne. Magic spotkają się tutaj z przeszkodą w postaci deficytu talentu. Może urwą jeden mecz, ale wolę postawić na to, że Raptors wykorzystają ich jak worek treningowy.

Raptors 4 - Magic 0

3 - 6 
Philadelphia 76ers - Brooklyn Nets

W sezonie zasadniczym 76ers i Nets zremisowali 2 - 2

Tutaj rywalizacja w sezonie zasadniczym była bardzo zacięta (dwa mecze do ostatniego rzutu, i dwa wpierdole), i taka pewnie też będzie w play-off. 76ers mają tendencję do wypuszczania z rąk wygranych meczów, ich pierwsza piątka zagrała w całości może 10 spotkań, a na domiar tego, Joel Embiid nie wie w jakim stanie znajduje się jego kolano, i może opuścić już pierwszy mecz. Nets to zgrana ekipa, niesiona na fali wygrzebania się z katastrofalnej sytuacji po transferze z Bostonem. Brooklyn gra stylem, który może powodować niespodzianki (dużo trójek i szybkie bieganie), a ich obrońcy (D'Angelo Russell i Spencer Dinwiddie) mają taki profil zawodnika, który sprawia mnóstwo problemów Philadelphii. Gdyby Embiid był w pełni zdrowy, byłbym przekonany, że w miarę trwania serii różnice w talencie na korzyść 76ers ujawniłyby się, a tak to Nets mogą zwietrzyć szansę. 76ers przejdą do następnej rundy, ale po drodze doprowadzą fanów do skraju załamania nerwowego.

76ers 4 - Nets 3

4 - 5
Boston Celtics - Indiana Pacers

W sezonie zasadniczym Celtics wygrali 3 - 1

Jedyne zwycięstwo Pacers odnieśli na samym początku sezonu, kiedy ich najlepszy zawodnik, Victor Oladipo, nie wrócił do domu z bolącym kolanem. Od tego momentu trzymali się dzielnie, ale zyskali też na słabości przeciwników z dolnej części tabeli konferencji wschodniej. Dobrze grają w domu, przyzwoicie bronią, a rozwój Mylesa Turnera daje im nadzieję na przyszłość. W serii z Bostonem swoją nadzieję kładą w tym, że Celtics cały sezon spędzili skłóceni, niezgrani, i niespełniający oczekiwań. Dysproporcja talentu jest jednak wyraźna. Kyrie Irving w formie, to jeden z najlepszych zawodników we wschodnich play-off, a za nim stoi Al Horford, wracający do formy Gordon Hayward, rozczarowujący, ale ciągle groźny Jayson Tatum. Wbrew rezultatom sezonu zasadniczego jest to mocniejsza ekipa, niż ta która postawiła twarde warunki LeBronowi w zeszłym roku. Sezon zasadniczy może wywoływać zgnuśnienie, jednak jestem zwolennikiem tezy, że w play-off talent zazwyczaj wygrywa. Gdyby grał Oladipo, mówilibyśmy o serii bliskiej 50/50. W obecnej sytuacji stawiam na Boston.

Celtics 4 - Pacers 2

Western Conference


1 - 8
Golden State Warriors - Los Angeles Clippers 

Golden State wygrało serię 3 - 1 w sezonie zasadniczym

Czyli przetarcie drogi dla Golden State. Warriors praktycznie przespali sezon zasadniczy, a i tak wygrali najwięcej spotkań w zachodniej konferencji. Clippers zaliczyli dużą zmianę w środku roku, oddając swojego najlepszego zawodnika (Tobias Harris) do 76ers, za całkiem sporo zasobów. Pomimo tego utrzymali poziom, wygrywając sporą ilość spotkań (na wschodzie zajęliby 5. miejsce). Dla zespołu z LA, tak naprawdę ten sezon to truskawka na torcie (c) Tomasz Hajto. Wszystkie ruchy transferowe zostały wykonane z myślą o czyszczeniu budżetu na lato. Wobec tego Clippers mogą grać luźno, wolno i odważnie, ale zabraknie im umiejętności, aby naprawdę postawić się Golden State. Od strony mistrzów możemy spodziewać się testowania, jak przydatny może być DeMarcus Cousins w play-off. Warriors mają w zwyczaju odpuścić przynajmniej jedno spotkanie w serii, ale tutaj oczekuję czystej przejażdżki.

Warriors 4 - Clippers 0

2 - 7
Denver Nuggets - San Antonio Spurs

W sezonie zasadniczym Nuggets i Spurs zremisowali 2 - 2

Ostatnie spotkanie zakończyło się srogimi batami położonymi na Spurs, wydaje się więc, że może znaleźli sposób na San Antonio wykonujące porządną robotę. Kompletnie nie wierzę w Denver, i uważam, że to najsłabszy zespół z czwórki okupującej szczyty obu konferencji. Na ich korzyść działa głód sukcesu i Nikola Jokic, maszyna ofensywna. Dodatkowo, dzięki szczęśliwemu układowi wyników, trafili na tę stronę drabinki, która może poprowadzić ich do finału konferencji. Ich przeciwnicy z Teksasu nie mają stylu specjalnie sprawdzającego się w play-off. Ogrywanie rywali zaangażowaniem i wykorzystaniem popełnianych błędów działa w sezonie zasadniczym, ale w play-off wszystkie drużyny grają na pełnym skupieniu. Na szali talentu zdecydowanie przeważają Nuggets, ale doświadczenie leży po stronie Spurs. Wydaje mi się, że San Antonio złapie Denver przynajmniej dwa razy na nieuwadze.

Nuggets 4 - Spurs 2

3 - 6
Portland Trail Blazers - Oklahoma City Thunder

Thunder zdewastowało sezon zasadniczy 4 - 0

Jedna z dwóch najciekawszych serii w pierwszej rundzie play-off. Na nieszczęście Portland i ich szans na brak kompromitacji drugi rok z rzędu, Jusuf Nurkic potwornie złamał nogę na koniec sezonu zasadniczego. Z drugiej strony, najważniejszy zawodnik Thunder, czyli Paul George walczy z kontuzją ramienia. W związku z tym, ciężko przewidzieć jakie rozwiązania zaproponują obie drużyny. Czy Dame Lillard będzie w stanie przełamać cykl słabych występów wtedy, kiedy najbardziej się liczą? Jeśli tak, to Portland ma szansę przełamać znakomitą obronę Thunder. Może okazać się też, że Russell Westbrook odnajdzie swój rzut, a reszta graczy z Oklahomy postawi zaporę nie do przejścia. Nadal wracam myślami do zdrowia Paula Georga, którego obecność powoduje, że szanse przesuwają się na stronę OKC. Nie jest do końca pewne, czy zobaczymy go w pierwszym meczu, ale nawet jeśli wróci i nie da z siebie 100%, to Portland odnajdzie swoje szanse. Bardzo ciężki typ.

Trail Blazers 3 - OKC 4

4 - 5
Houston Rockets - Utah Jazz

Seria zakończyła się remisem, ale ostatni mecz odbył się w lutym

Dostajemy powtórkę z drugiej rundy zeszłorocznych play-off. Wtedy rozpędzeni Houston skarcili Jazz 4 - 1. W tym roku nie będzie już tak łatwo. Po pierwsze, skład Rockets osłabił się w porównaniu do 2018, a Chris Paul postarzał się rok. Po drugie, większość zawodników Jazz jest na takiej linii rozwojowej, że raczej się poprawili. Do wygrania tej serii dla Houston znowu potrzebna będzie magia Hardena, wsparta przynajmniej poprawnym zdrowiem Paula, i solidną grą Clinta Capeli przeciwko Rudy'emu Gobertowi. Jazz liczą na rozwój Donovana Mitchella i defensywę Goberta, która może rozpaść się przeciwko jednemu z najlepszych ofensywnych zawodników ligi. Zarówno Jazz, jak i Rockets znaleźli swój chill w drugiej części sezonu, więc powinniśmy spodziewać się meczów na bardzo wysokim poziomie.

Rockets 4 - Jazz 2

Michał



sobota, 14 kwietnia 2018

Szybkie typki na czuja

Drogi Mateuszu,

Dojechaliśmy lekko rozklekotanym samochodem, z krzywą ośką, lewym tylnym flakiem, otwartym bagażnikiem, upierdolonym lusterkiem i pijanym kierowcą do końca sezonu zasadniczego. W trakcie całego roku straciliśmy wielu znakomitych zawodników, a do play-off wchodzimy tracąc Kyrie Irvinga, możemy nie odzyskać Stepha w pełnym zdrowiu, Joel Embiid dzielnie rehabilituje złamaną twarz, a Jimmy Butler dzwoni po niemieckich klinikach, czy istnieją jakieś laboratoryjne sposoby zapewnienia, że jego kolano się nie rozpadnie, w zamian za oddanie duszy. Taki urok długiego sezonu zasadniczego, że nie zawsze wszystkie faworyzowane zespoły dostają szansę walki o mistrzostwo, a czasami ktoś, kto wykonał dobrą robotę, i zajął wysokie miejsce w konferencji dostaje za przeciwnika śpiący wulkan.

Dla każdej z 8 playoffowych par przedstawię mój typek, krótkie uzasadnienie, najlepszego zawodnika na boisku i skalę szoku, gdyby wybrany przeze mnie zespół nie przeszedł dalej. Wszystkie serie rozgyrwane są systemem 'najlepszy w 7 meczach' (pierwszy do 4 zwycięstw).

Zacznijmy na wschodzie:

1. Toronto Raptors - 8. Washington Wizards

Od razu przystępujemy do spotkania, gdzie nie umiem wykrzesać wiary w zespół liderujący konferencji. Toronto ma za sobą serię lat, w których prezentowali bardzo dobrze w sezonie zasadniczym, a rozczarowywali w play-offach, jak ja rodziców, kiedy napisanie pracy magisterskiej zajęło mi dodatkowy rok. Tradycją staje się, że przegrywają mecz na otwarcie play-off, bo Kyle'owi Lowry trzęsą się kolana, a sędziowie nie gwizdają tych samych fauli na DeRozanie, co od października do marca. Wizards to zupełne przeciwieństwo Raptors, ponieważ nie stać ich na solidną, rzemieślniczą grę potrzebną do regularnego wygrywania w zimne, deszczowe popołudnie w Stoke, ale w play-off wznoszą się troszkę wyżej, budując nadzieje kibiców na kolejny sezon (w którym następnie ją niszczą, i tak w kółko). Do ich największych osiągnięć należy, między innymi, rozbicie wyżej notowanych Toronto Raptors 4-0 na otwarcie 1. rundy w 2015 roku. Gdyby nie to, że w ostatnim meczu przeciwko Celtics w zeszłym roku, Kelly Olynyk zmienił się w Stephena Curry, Wizards graliby z finale konferencji z Cavaliers.

W tym roku Raptors rozczarowani brakiem postsezonowego sukcesu dokonali poważnych zmian w stylu gry, unowocześniając ofensywę większą ilością podań, i częstszymi rzutami za trzy. Dzięki swojej skutecznej i efektownej ławce Toronto często zamykało mecze wtedy, kiedy przeciwnicy dali odpoczywać gwiazdom. W play-off te czynniki stopniowo zanikają, i myślę, że kiedy tylko staną na przeciwko jakiejkolwiek trudności to wróci na pierwszy plan ich stary styl gry (przez lata przecież implementowany w głowach), a ławka przestaje mieć aż takie znaczenie, kiedy oponent może pozwolić sobie na granie pierwszą piątką przez 90% czasu spotkania. Nawet jeśli wyniki z sezonu zasadniczego na to nie wskazują, to uważam, że talent na szczycie leży po stronie Wizards. W związku z tym przewiduję:

Wizards 4 - Raptors 2

Najlepszy zawodnik w serii: Ze względu na kolana i charakter Johna Walla, wskazuję na Bradleya Beala.

Skala szoku, jeśli mój typek nie wejdzie: Donald Trump pisze coś głupiego na Twitterze

2. Boston Celtics -  7. Milwaukee Bucks

I znowu pojedynek, który powinien stanowić przetarcie przed kolejnymi rundami dla faworyta i wyżej notowanego Bostonu, ale przez kontuzje Haywarda, Irvinga, i Smarta Celtics opierają się na Horfordzie, drugorocznym Jaylenie Brownie, i rookim Jaysonie Tatumie. Fakt, że Brad Stevens zbudował na tym najlepszą defensywę w lidze, udowadniając gigantyczną przewagę intelektualną nad tymczasowym opiekunem Bucks Joe Pruntym, powoduje, że ciężko odesłać Boston do domu już po pierwszej rundzie. Jeśli Milwaukee wpadnie na jakikolwiek pomysł, jak poskładać prawdziwy system obronny ze swoich utalentowanych zawodników, i w ofensywie pozwoli Giannisowi rozwinąć skrzydła, to wcale nie jest bez szans. Nie zdziwię się, gdy każdy mecz w tej serii sprowadzi się do różnicy kilku punktów, a decydować będzie komu, na przykład lepiej siedzi trójka, czy pojedyncze akcje defensywne (na które bardziej stać Boston). Gdyby Bucks mieli prawdziwego trenera i wiedzieli jak dokonywać poprawek z meczu na mecz, to skłaniałbym się ku kolejnej niespodziance, a tak:

Celtics 4 - Bucks 3

Najlepszy zawodnik w serii: Giannis Antetokounmpo, który może być powodem, dla którego pożałuję wyboru dosyć podatnych przecież Celtics

Skala szoku: Trzy zamiast papcia ze sprawdzianu z matematyki.

3. Philadelphia 76ers - 6. Miami Heat

Wschód nie chce dać prostych odpowiedzi, prawda? 76ers zaczynają tę serię bez Joela Embiida (przynajmniej jeden mecz), a kiedy wróci, to założy na twarz maskę, i nikt nie wie jak bardzo wpłynie to na jego grę. W sezonie zasadniczym Miami stanowiło kwintesencję niewygodnego rywala dla Philly, rzucając wykwalifikowanych obrońców na Simmonsa, i sprowadzając mecze do brzydkiej walki (i wcale ich za to nie krytykuję, bo tak trzeba robić, kiedy talentu mniej, i nie można wygrywać finezją). 76ers w końcówce sezonu zbudowali jednak prawdziwy fundament ofensywy, otrzymując wkład od praktycznie wszystkich zawodników. Nawet jeśli Simmons i Embiid mają w sumie zaledwie 160 spotkań doświadczenia, to w ich otoczeniu jest Dario Saric,  J.J. Redick (13 sezonów w lidze - 13 sezonów w play-off), Ersan Ilyasova, Marco Belinelli, i potencjalne rozbłyski jak Fultz, czy Justin Anderson

Z drugiej strony Erik Spoelstra z Miami to doświadczony w play-off szkoleniowiec, który najlepiej czuje się przygotowując małe strategiczne plany wytrącające najskuteczniejsze bronie z ręki rywalom, a pod względem prowadzonych ważnych spotkań zjada Bretta Browna na śniadanie. Myślę, że Philadelphia w tej serii na pewno przegra dwa spotkania - jedno ze względu na nerwy na wielkiej scenie, a drugie ze względu na znakomicie zagrane taktycznie spotkanie przez Miami (te kalkulacje zakładają, że Embiid wróci na drugi mecz, a możliwe, że tak się nie stanie). W ostateczności te dwa czynniki przekonują mnie, że 76ers wygrają tę serię: talent i przewaga własnego boisku. Nie chodzi mi tutaj nawet o wsparcie kibiców (a to oczywiście niezaprzeczalnie będzie), ale nawet analitycznie wychodzi na to, że w koszykówce zespoły zdecydowanie lepiej grają na własne kosze.

76ers 4 - Heat 2

Najlepszy zawodnik w serii: Joel Embiid (jeśli wróci, a maska nie odbierze mu supermocy)

Skala szoku: Moja mina widząc jak ktoś zjada całą cebulę na raz

4. Cleveland Cavaliers - 5. Indiana Pacers

Biedna Indiana oddała Paula Georga na zachód, po tym jak odpadli w pierwszej rundzie z Cavaliers, żeby budować nowy zespół z marzeniami, po to, żeby znowu odpaść w pierwszej rundzie z Cavaliers.

Cavs upuszczą tutaj jedno spotkanie tylko, jeśli LeBron utnie sobie drzemkę na skraju boiska, i nie ustawi budzika.

Cavaliers 4 - Pacers 0

Najlepszy zawodnik w lidze: LeBron James

Skala szoku: LeBron James po sezonie podpisuje kontrakt ze Skrą Bełchatów chcąc udowodnić sobie, że w siatkówce też wszystko wygra.

Nie umiem się zdecydować, czy zachód jest łatwiejszy, czy trudniejszy do typowania.

1. Houston Rockets - 8. Minnesota Timberwolves

Dzielne Wilki walczyły przez cały sezon, aby zmazać plamę nieobecności w playoff przez 14 lat, i wszystko sprowadziło się do tego, że w ostatnim dniu sezonu musieli pokonać Denver Nuggets. Po zaciekłym boju zajęli upragnione ósme miejsce, i zaraz po fecie zaczęli szykować się na bęcki od Houston. Bazując na skali talentu Timberwolves można by doszukiwać się niuansów i elementów taktycznych burzących drogę Houston po mistrzostwo, ale w ten sposób zakłamujemy rzeczywistość. Mimo tego, że Karl-Anthony Towns i Jimmy Butler to absolutne gwiazdy NBA, to niestety występują w zespole, gdzie trener uchodzący za specjalistę od defensywy, cały czas trzyma ją na wysokości 25. miejsca w lidze, dodatkowo zajeżdżając zawodników trzymając ich na boisku po 40-42 minuty w każdym spotkaniu. Butler przypłacił to rozwalonym kolanem, a przegrane bez niego mecze zepchnęły Timberwolves prosto w paszczę smoka. Być może po stronie Rockets nikt nie powstrzyma ataku Townsa, ale Houston uwielbia przystępować do meczów z zespołami, które nie rzucają trójek, i brakuje im obrońców, żeby powstrzymać Hardena (ani Paula), i nie mają żadnego doświadczenia w play-off. Cieszymy się z waszej obecności na tym etapie, Timberwolves, ale pożegnamy się po czterech spotkaniach.

Rockets 4 - Timberwolves 0

Najlepszy zawodnik w serii: James Harden (który będzie dążył do tego, żeby pokazać wszystkim, że można liczyć na niego w play-off)

Skala szoku: Houston odbierające wiadomość o problemie na Apollo 13.

2. Golden State Warriors - 7. San Antonio Spurs

Pamiętasz, jak na początku pisałem o kontuzjach zmieniających oblicze sezonu? Zdjęcie Kawhi Leonarda powinno znaleźć się na okładce książki "Co by było gdyby?". Poczynając od zeszłorocznych finałów zachodniej konferencji, San Antonio Spurs zadają sobie pytanie, czy mieli szansę ograć Warriors, gdyby tylko Leonard nie skręcił kostki w pierwszym spotkaniu (do tego momentu prowadzili 25 punktami). Ten sezon miał dać ostateczną odpowiedź... ale Kawhi skontuzjował sobie mięsień czworogłowy uda w taki sposób, że lekarze nie potrafią zdiagnozować przyczyny, rehabilitacja nie pomaga, a Leonard mentalnie podobno odsuwa się od drużyny. W ten sposób Spurs przeżyli na szpilkach cały sezon wyciągając maksimum z Manu, Parkera, i losowych kibiców z koszulkami z nazwiskiem na plecach, oczekując na powrót Kawhi. Podobnie jak w paragrafie wyżej, ich trud nagrodzono spotkaniem z mistrzami NBA w pierwszej rundzie.

Nasłuchałem się ostatnio, że słaby (na ich standard) sezon zasadniczy Warriors, i kontuzja Stepha wskazują, że są gotowi na to, aby wreszcie oddać tytuł. Czy nikt z tych ludzi nie widział ostatniego mistrzostwa Michaela Jordana? Scottie cały sezon walczył o nowy kontrakt i/albo leczył kontuzję pleców, Chicago wygrało najmniejszą ilość spotkań od trzech lat, a nowe potęgi powoli wzrastały na zachodzie. To miał być tamten rok. Jak się skończyło, wszyscy doskonale wiemy, a ty masz to uwiecznione na czarno-białym zdjęciu z biografii MJ. Nie wolno nie doceniać mistrzowskiego serca. Ludzie zdają się zapominać, że Warriors cały czas dysponują Kevinem Durantem, Klayem Thompsonem i Draymondem Greenem. W przypadku Golden State sezon zasadniczy naprawdę nie ma znaczenia, i wszyscy przekonamy się o tym, jak tylko play-off zaczną się naprawdę. Mimo tego, mam wrażenie, że brak Stepha i ambicja Spurs pozwolą im odebrać przynajmniej jedno spotkanie na swoim terenie.

Warriors 4 - Spurs 1

Najlepszy zawodnik w serii: Kevin Durant

Skala szoku: Kalifornia głosuje za separacją od USA

3. Portland Trail Blazers - 6. New Orleans Pelicans

Ufff, zaczyna się robić niezwykle ciężko. Zważając na fakt, że Anthony Davis to potwór o pterodaktylowych ramionach stworzony do zdobywania punktów i eliminowania wrogich strzałów okolic własnego kosza, to skłaniałbym się ku Pelicans. Problem z tym, że drugi najlepszy zawodnik tej drużyny został wyeliminowany w styczniu przez Achillesa, a reszta składu została dobrana w ten sposób, który najbardziej mnie denerwuje - naprędce i bez wizji, tylko po to, by pomóc W TEJ CHWILI, W TYM MOMENCIE, ANTHONY BŁAGAMY ZOSTAN! Jrue Holiday, czyli rozgrywający Pelicans, to solidny defensywnie zawodnik, który rzucał już ważne punkty w kluczowych momentach, i można liczyć na to, że podejmie wyzwanie krycia Damiana Lillarda. Nikola Mirotic też co nieco potrafi, zwłaszcza kiedy jego rzut z dystansu siedzi, a zapewnia też walkę pod koszem o zbiórki. Reszta to zupełna niewiadoma. Jakiekolwiek szanse Pelicans leżą na szerokich barkach Davisa, a optymizm można odnaleźć w tym, że zazwyczaj dowozi, więc jeśli skończy tę brutalną serię ze średnimi 35 punktów/13 zbiórek/3 bloki, to wcale nie będę zdziwiony.

Z drugiej strony mamy zespół znający się bardzo dobrze, bo Damian Lillard i C.J. McCollum grają ze sobą od paru ładnych lat, zawsze awansując do play-off. Problem Portland leży w tym, że łatwo wyobrazić sobie, gdzie leży granica ich możliwości. Lillard i McCollum potrafią rzucić z każdego miejsca na boisku demoralizując rywali, ale nie grają w defensywie (Lillard w tym roku poczynił postępy). Większość składu potrafi grać w kosza i dobrze uzupełnia gwiazdy, ale jest przepłacona. Zawodnikiem X dla Trail Blazers jest serbski gigant, Jusuf Nurkic, który dołączył do zespołu jako zeszłosezonowy transfer z Denver Nuggets. Jusuf to szałaputa, który czasami lubi sobie pobręczeć na boisku, naburmuszyć się, potem rzucić 25 punktów, w innym spotkaniu mieć dwie zbiórki, czasami podaje tak, że Larry Bird by się nie powstydził, a czasem odmawia dostrzegania innych graczy na boisku. W zeszłym sezonie Trail Blazers wygrywali mecze ofensywą, ale pod koszem prezentowali rywalom gigantyczną dziurę. W Nurkiciem w środku pola priorytety się odwróciły. Jeśli w play-off defens utrzyma jakość, a C.J i Dame zazieją ogniem z dystansu, to Pelicans zostaną bez żadnych szans.

Trail Blazers 4 - Pelicans 3 (ale jeszcze 14 razy zmienię)

Najlepszy zawodnik w serii: Anthony Davis

Skala szoku: Kiedy zamówię pączka z różą, i w środku faktycznie jest nadzienie z różą

4. Oklahoma City Thunder - 5. Utah Jazz

OKC dodało Paula Georga, Carmelo Anthony'ego tworząc supergrupę, i wygrało jeden mecz więcej niż w poprzednim sezonie, który Russ rozegrał solo. Kiedy grali z plebsem ligi, to potrafili dostać wciry, a na mecze z gigantami motywowali się i ukazywali swój nieskończony potencjał. Thunder jadą tak, jak Westbrook wskaże, ale musi on pozwolić swoim kolegom pomóc, inaczej skończy się tak nieciekawie, jak w pierwszej rundzie w zeszłym roku przeciwko Houston. Na najwyższym biegu Thunder potrafi stłamsić rywali w defensywie, a w ofensywie biega tyle talentu, żeby zdobywać punkty przeciwko każdemu. Bazując na historii, możemy przyjąć, że ten dobry Paul George pojawia się w play-off, uaktywniając obronę na poziomie All-NBA, a jeśli Carmelo chce zrehabilitować ten sezon, to musi przynajmniej trafiać za trzy. Steven Adams, center z Nowej Zelandii, stanie do pojedynku z Rudym Gobertem z Francji w bitwie pomiędzy brutalnością i bezwzględnością. Gobert niszczący Adamsa w meczu centrów oznacza złe wieści dla OKC.

Nie wierzę w tegoroczny zespół Jazz. Należy im się ogromny szacunek za renesans i absolutną dominację w drugiej części sezonu, po powrocie Goberta do składu, ale ich atak bazuje na skomplikowanych akcjach, które w play-off często zanikają na rzecz prostszej koszykówki, zdominowanej przez gwiazdy poszczególnych zespołów. Donovan Mitchell musiałby wskoczyć na kolejny poziom i pociągnąć kolegów z przodu, żeby nie zmarnować pracy Goberta w obronie. Patrząc po ich składzie, ciężko mi wyobrazić skąd konsekwentnie przyjdą punkty w każdym meczu. Nie wyobrażam sobie innej serii niż niesamowicie zaciętej, może nawet kontrowersyjnie zakończonej, ale ostatecznie stawiam na star-power Thunder.

OKC 4 - Jazz 2

Najlepszy zawodnik w serii: Mimo wszystko Russell Westbrook

Skala szoku: Robert Lewandowski prowadzi Polskę do ćwierćfinału mundialu

Nie stawiaj u buksa na moich typkach.

Ale jak już istnieją w pisowni, to za dwa tygodnie razem się pośmiejemy, albo ze mnie, albo ze mną.

Michał



niedziela, 1 kwietnia 2018

Przewidywanie przyszłości w odważnych deklaracjach

Drogi Mateuszu,

Czasami jest tak, że człowiek chce wykazać się swoją wiedzą, zrozumieniem rzeczywistości, i poczuciem płynięcia w trendach. Wtedy taki ktoś dokonuje przewidywań na przyszłość, najczęściej wygłaszając je tonem kpiącym, głośniejszym, i pewniejszym siebie niż jego rozmówcy . Kiedy w 2011 roku ogłaszałem wszystkim słuchającym, że na pewno nie zostanę nauczycielem, moje poczucie wyższości, wraz z towarzyszącym mu prychnięciem nosem, niosło się przez wszechświat, rzucając wyzwanie losowi. Los odczekał swoje, a następnie wsunął mnie na tory, które nieubłaganie prowadziły do świata dzienników, rad pedagogicznych, i lekcji wyciągniętych z rękawa, trenujących sztukę improwizacji.

W momencie kiedy te nostradamiczne dokładne przepowiednie padały z moich ust, niezależny obserwator mógł dostrzec, jak z mojej cielesnej powłoki unosiła się dusza, obdarzona spojrzeniem w zakamarki przyszłości, i wracała do ciała (które lewitowało 8cm nad ziemią) z wieściami, które rysowały klarowną ścieżkę, na końcu której zdecydowanie nie było 300 wypracowań do poprawienia w wyjazdowy weekend.

Dlatego nauczony doświadczeniem, w tym poście, dostępnym na wiecznośc w internetowym archiwum, wygłoszę przewidywania dotyczące czegoś, nad czym mam o wiele mniejszą kontrolę niż nad sobą, i absolutnie nikt nie będzie mógł mi tego wytknąć. Ponieważ mam rację.

Mateuszu, do 2023 roku Philadelphia 76ers zostaną mistrzami NBA przynajmniej raz.

Wyłożyłem ci już to kiedyś prywatnie, ale powtórzę publicznie. W piłce nożnej nigdy nie udało mi się znaleźć tej całożyciowej zespołowej zaczepki emocjonalnej. Podałem ci też propozycje jak moje świadome kibicowanie mogłoby wyglądać w NBA, gdybym brał pod uwagę tylko półobiektywne argumenty dla poszczególnych franczyz. Jak się okazało, obiektywizm przegrał z niespodziewanymi wydarzeniami i związałem się z Philadelphia 76ers. Mam nadzieję, że nie doczepiłem się do nich tylko i wyłącznie dlatego, że są na fali wznoszącej, ale ich obecna konstrukcja przekonuje mnie, że jak na NBA to ich przyszłość rysuje się w kolorowych barwach, z następujących kilku powodów:

1. Plan Sama Hinkiego, czyli byłego prezesa 76ers, polegającego na straceniu kilku sezonów, po to, aby dać sobie szanse na jak najwyższe wybory w drafcie, zaczął się odpłacać z nawiązką, kiedy okazało się, że Joel Embiid to nie tylko kontuzjowane nogi i znakomita obecność w mediach społecznościowych, ale też inteligentny i utalentowany koszykarsko zawodnik, który w praktycznie każdym meczu analizuje w superkomputerze swoje błędy i zamienia je w bardziej wydajniejsze funkcje, a chwilowe niedoróbki nadrabia motorycznymi zdolnościami (Olajuwon?), i wielkością (Shaq?) wcześniej nie widzianymi w tym samym zestawie.

Obecność Joela Embiida na boisku automatycznie powoduje, że 76ers zamieniają się w znakomity defensywny zespół (bo nikt nie próbuje wjeżdżać pod kosz, a jak próbuje to w drzwiach stoi kameruński Cerber), a kiedy wyrusza pod kosz przeciwnika, to nie istnieją tak sprawni fizycznie obrońcy aby go powstrzymać. Obrana strategia upiżdżania sezonu za sezonem w dużym skrócie sprowadzała się do tego, aby wybrać nagrodę w drafcie, i Joel Embiid w prawie całym swoim pakiecie jest szóstką w totku po trzech kumulacjach, bez podziału. Hinkie wiedział, że jeden Embiid w NBA nie wystarcza, bo istnieje wiele smutnych przykładów, gdzie jedna gwiazda próbowała dociągnąć zespół do ziemi obiecanej, ale ostatecznie osiągała sukces w lepiej zbudowanej drużynie (patrz Garnett, Kevin). Philly była kiepska na tyle, że zaraz po Embiidzie sięgnęła po niemniej obiecującą nagrodę.

2. Ben Simmons w swoim pierwszym prawdziwym sezonie korzysta z tego, że liga często idzie w jedną stronę i ustanawia pewne "niezmienne" prawidła, a Ben bierze je wszystkie i odwraca na swoją korzyść.

W zupełnie niedawnej historii NBA trenerzy ustawiliby mierzącego 210cm Bena blisko kosza i kazali średnim/przeciętnym rozgrywającym podawać mu piłkę, żeby trafiał z bliska, a prowadzeniem akcji niespecjalnie się martwił. Brett Brown to jednak mądrzejszy i nowocześniejszy trener, i jak tylko Simmons wrócił do zdrowia, po złamanej stopie, która wyeliminowała go z pierwszego roku w lidze, to zapowiedział, że ten gość, zawodnik o wzroście Anthonego Davisa, Tima Duncana, i innych podkoszowych potęg, będzie odpowiedzialny za rolę głównego rozgrywającego 76ers. Ta decyzja odpłaciła się z ofensywą funkcjonującą szybko, ale mądrze, bo warunki fizyczne Simmonsa pozwalają mu na pchanie tempa przez całe spotkanie, a jego umysł działa jeszcze szybciej analizując (w pierwszym roku gry!) to, co robią i przeciwnicy, i koledzy z drużyny. Podania Bena suną do właściwych celów z odpowiednią prędkością, zapewniając rzucającym, albo wolną drogę do kosza, albo czysty rzut. NBA w 2018 praktycznie wymaga, że zawodnicy na każdej pozycji na boisku powinni potrafić rzucać z dystansu, a Ben nie robi tego w ogóle. Kompletnie rezygnując z tej opcji, wybieraja wjazdy pod kosz, a wolne miejsce zostawione przez obrońców prowokujących go do rzutu wykorzystuje do konstruowania finezyjnych akcji. A jeśli kiedykolwiek poprawi się z dystansu? Jesus H. Christ (swoją drogą LeBron w pierwszych sezonach też nie umiał rzucać).

3. Ekipa pomagierów (niezbędny składnik do każdego mistrzostwa) rozpoczyna się od mojego ulubionego koszykarza obecnie w NBA, czyli Dario Saricia. Zanim chorwacki skrzydłowy dotarł do ligi troszkę dyskutowano na temat jego osobowości, ponieważ zwodził kilka europejskich zespołów, co do podpisywanych kontraktów, i deklarował swoją obecność w drafcie, a potem wycofywał się bez podawania konkretnych powodów. Kiedy w 2016 76ers w końcu go wybrali, złośliwie nastawieni komentatorzy sugerowali, że Dario co roku będzie wysyłał prośbę o kupno biletu do USA, a potem przyleci na wycieczkę po Hollywood i sprawnie wróci do Europy.

Teorie spiskowe okazały się nieprawdziwe, a szum wokół Saricia wytwarzał przede wszystkim jego ojciec, próbujący znaleźć dla syna jak najlepszą koszykarską sytuację. Od momentu kiedy Dario przeskoczył mur domu Donalda J. Trumpa, zachowuje się tylko i wyłącznie modelowo. Znakomity, zespołowy kolega, morfujący swoją grę w zależności od tego, czego potrzebuje zespół. Potrzebujemy trójek? Nie ma problemu. Ktoś do inicjowania ofensywy z graczami z ławki? Dawajcie Dario. Rzucić się na podłogę, żeby uratować kluczowe posadanie piłki? Jedziemy. 25 punktów, bo akurat nikomu innemu nie wchodzą rzuty? Dario Fucking Saric. Śmieszna fryzura, śmieszny styl biegania, śmieszny wąs przykrywający troszkę dziwną wargę, i ksywka Homie zapewniają mu pierwsze miejsce wśród gości, których jeśli Philly odda w transferze, albo nie zapłaci tak, jak powinna, to jadę pierwszy spalić im chatę.

Dodatkowo, nawet na ten pierwszy krok w kierunku poważania, 76ers zbudowali dobrą ekipę wspierającą gwiazdy. J.J Redick to weteran NBA, trafia z dystansu i wnosi profesjonalizm do szatni. Robert Covington zabłysnął stając naprzeciwko wszystkich najgroźniejszych skrzydłowych ligi. Amir Johnson daje wykłady w szatni na temat stawiania poprawnych zasłon i ustawienia w obronie. T.J. McConnell nie wygląda atletycznie jak sportowiec, nikt nigdy na niego nie stawiał, i nie umie rzucać. Dzięki temu, że zawsze daje z siebie wszystko traktuję go jako pozytyw dla zespołu. W tym okienku transferowym okazało się, że Philadelphia wie po jakich weteranów sięgać, bo zarówno Marco Bellinelli i Ersan Ilyasova wnieśli brakujące wartości do zespołu.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nawet nie zdążyłem wspomnieć tegorocznego pierwszego wyboru w drafcie, czyli Markelle Fultza. Historia jego sezonu jest skomplikowana, bo zameldował się na początku roku z koszmarnie spierdoloną formą rzutu (który był jego główną bronią na uniwersytecie), i nieidentyfikowalną kontuzją ramienia. W związku z tym, został odesłany na bok, i próbowano dociec, czy zmiany to kontuzja spowodowała zmiany, czy zmiana próba dostosowania rzutu do wymogów NBA spowodowała kontuzję. Kiedy wreszcie wrócił, zaraz przed końcem sezonu (obecnie na czwartym meczu z rzędu), okazało się, że może warto było czekać. Ben ma podania, Joel fizyczną przewagę, a Markelle szybkość. Jeśli w przyszłym sezonie przestaniemy mówić o Fultzie jako o potencjalnej przewadze dla Philadelphii, a jako rzeczywistym kontrybutorze na boisku, to będę jeszcze mniej martwił się bezczelnością moich przewidywań.

Oczywiście, jak zawsze istnieją elementy, które mogą wsadzić kijek w szprychy roweru Lance Armstronga zmierzającego po Tour de France. Uważam, że mówienie o zdrowiu zawodników zazwyczaj jest niesprawiedliwe, bo czasami występują losowe sytuacje, a kontuzje mogą być nieprzewidywalne. Problem z 76ers jest taki, że każdy z gwiazdorów przeszedł naprawdę trudną drogę. Joel Embiid grając w Kansas miał problemy z plecami, a potem przesiedział dwa sezony w NBA ze względu na kontuzję stopy, a później kolana. Kiedy w końcu zaczął grać starczyło mu mocy na 31 spotkań, a potem (nie z jego winy) kolano znowu poszło w pizdu. W tym sezonie Embiid wyglądał na niepokonanego. Żadnych problemów ze stopami, kolanami, plecami, ale zaraz przed play-offami jego twarz spotkała się z ramieniem kolegi z zespołu, i w związku z tym opuści ostatnie 2 do 4. tygodni sezonu. Wszystko byłoby, i ok, i zrozumiałe, ale Joel Embiid jest absolutnym motorem napędowym tego zespołu, i jego obecność jest niezbędna dla przyszłości Philly.

Przeszłość Simmonsa nie prezentuje się aż tak tragicznie, ale i tak ze względu na złamaną stopę ominął go cały pierwszy sezon. Zmartwienia okazały się przerysowane, bo Ben wszedł w ten sezon na pełnej mocy, praktycznie nie opuszczając spotkań i nie wykazując żadnej podatności na kontuzje. Mimo wszystko, każdy jego niezręczny upadek powoduje burze i pioruny w Philadelphii, spowodowane czarnymi myślami mieszkańców.

Dziwną sytuację Markelle już opisałem, ale ogólnie wszystkie znakomite wybory 76ers przechodziły przez tę, czy inną sytuację zdrowotną, i jeśli ich zdrowie nigdy nie zgra się w jednym sezonie, to staniemy przed bramą ogromnego rozczarowania, i może będzie trzeba ją przekroczyć.

Moje poważniejsze zmartwienie dotyczy prezesury. Główny architekt obecnego zespołu, czyli Sam Hinkie został "zmuszony" do rezygnacji ze swojej pozycji, dlatego, że lidze nie podobało się, że otwarcie wykorzystywał istniejące reguły do zbudowania jak najlepszego zespołu, gotowy do poświęcenia kilku sezonów tragedii dla zbierania przyszłych plonów. Zaraz przed tym jak wszystko zaczęło się składać w całość, 76ers zatrudnili Briana Colangelo, który w lidze funkcjonuje od minimum 30 lat, i jego umysł się szanuje, ponieważ stał za składaniem porządnych zespołów, ale z drugiej strony na jego CV widnieją patologiczne ekipy, i niespecjalnie kojarzył się z progresywnym podejściem do koszykówki. Sam Hinkie, z konsultanten Colangelo odczuł brak swobody na plecach i odszedł (moim zdaniem za szybko) zaraz przed tym, jak The Process zaczął się spłacać.

Nawet gdy Hinkie nie trafiał fenomenalnie w drafcie (bo i Nerlens Noel, i Jahlil Okafor już dawno odfrunęli z Philly), to praktycznie nie przegrywał żadnej transakcji transferowej. Do tego momentu Brian Colangelo niczego poważnie nie spierdolił, a nawet podjął jedną niezmiernie ważną decyzję zamieniając się z Bostonem wyborami w poprzednim drafcie (nr 1 Bostonu za nr 3 Philly + albo tegoroczny wybór Lakersów, albo za rok Sacramento). Nie mam do niego jednak długoterminowego zaufania.

Siła talentu jest tak potężna w 76ers, że bez pochopnych ruchów ten zespół powinien rozwijać się według trajektorii jego gwiazd. Filozofia budowania mistrzowskiego zespołu polega na zbieraniu jak największej ilości gwiazd w jednym miejscu i otoczeniu ich rozumiejącymi powagę sytuacji graczami pobocznymi. 76ers mają jedną megagwiazdę, potencjalną megagwiazdę, niewiadomą gwiazdę w Markelle, i pieniążki na zbudowanie reszty zespołu. Moje obecne oczekiwania to - dać wszystkim zawodnikom zrobić to co mogą, zapłacił tyle ile trzeba Benowi, Dario i Markellowi i polować na następnych Redicków. Proszę. Nic więcej. I żeby Joel się nigdy nie rozpadł.

Michał