Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Playoff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Playoff. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2018

Gdzie się typki spieszą, tam się buksi cieszą


Drogi Mateuszu,

Spójrzmy jak poszło nam typowanie w pierwszej rundzie:

Michał: 5 wyników trafionych, w tym 2 dokładnie. Poległem przede wszystkim za zachodniej konferencji, nie wierząc w Jazz i Pelicans.

Mateusz: 5, w tym 3 dokładnie. Dałeś szansę Timberwolves odebrać jeden meczyk Houston i dokonali tego.

Jack: 7, ale żadnego wyniku dokładnie. Okazuje się, że trzeba było jeszcze mocniej wierzyć w Utah (szkoda, że będą musieli się za tydzień pożegnać z sezonem, bo Houston wygląda na nie do zatrzymania)

Troszeczkę komentarza do poszczególnych serii, i usprawiedliwienia (zapomnijcie, nigdy nie należy mieć żadnych wymówek).

Toronto Raptors - Washington Wizards

To, że Toronto nie przeżyło kolejnego koszmaru z Wizards wyniknęło ze starcia dwóch sił: Po jednej stronie Toronto z nową osobowością, częściej podające, z najmocniejszą ławką w lidze, i po raz pierwszy pewnie grającymi gwiazdami (Lowry i DeRozan), a po drugiej wewnętrznie skłócony, utalentowany zespół Wizards, którzy w erze Walla, Beal i spółka nigdy nie dotarli do takiego poziomu, jakiego oczekują od nich znudzeni fani. Play-off zazwyczaj promuje zespoły, w których supergwiazdy odgrywają najważniejszą rolę, ale w tym wypadku nawet bardzo dobra gra Johna Walla okazała się niewystarczająca na konsekwencję i głębię składu Raptors. Nie było tak, że w którymkolwiek spotkaniu Toronto pozostawiło Wizards bez złudzeń, a przy trochę lepiej nastawionych celownikach, to mielibyśmy bardziej zaciętą serię, ale tak naprawdę Waszyngton potrzebuje trochę przewietrzenia. Mylą się jednak polskie serwisy sportowe sugerujące, że na 100% skończyła się era Marcina Gortata w Wizards, bo Polish Hammer w następnym sezonie zarobi 15 baniek, a żyjemy w erze, gdzie jego gatunek centra trochę odchodzi do lamusa, i zarabia raczej 5 milionów na sezon. Jeśli Wizards go wytransferują, to nie ze względów sportowych, ale dlatego, że partnerowi transferowemu będzie się to opłacać finansowo (kontrakt Gortata kończy się w lecie 2019, czyszcząc miejsce na inne pensje).

Boston Celtics - Milwaukee Bucks

Ta seria pokazuje, że posiadanie dobrego trenera to luksusowa sytuacja i przewaga nad być, albo nie być. Brad Stevens poukładał Celtics wokół Jaylena Browna i Ala Horforda, zapominając o tym, że tam, gdzieś daleko w odwodzie stoją niecierpliwie czekający na powrót Kyrie Irving i Gordon Hayward (swoją drogą Boston w przyszłym sezonie będzie absolutnym potworem). Naprzeciwko Stevensa stanął Joe Prunty, którego jest mi trochę szkoda, bo śmiał się z jego nauczycielowego wyglądu, rotacji zawodnikami i amnezji na rozwiązania, które pomagały Bucks. W kilku meczach skład Milwaukee, któremu Celtics nie mogli się przeciwstawić, ustawia Giannisa na pozycji centra, a wokół niego czterech strzelców z dystansu. Takie rozwiązanie nie wchodzi w grę na cały mecz, ponieważ Giannis nie waży tyle, aby walczyć z większymi od siebie zawodnikami przez 35 minut, ale gdyby umiejętnie taką piątkę wykorzystać, zamiast uparcie grać 40-letnim Jasonem Terry, i konsekwentnie wystawiać słabo odnajdującego na boisku się Johna Hensona, to praktycznie kryminał. Szacunek dla Giannisa, że dowiózł trzy spotkania dla Bucks, ale w realnym świecie z prawdziwym trenerem w następnej rundzie oglądalibyśmy Jelenie.

Philadelphia 76ers - Miami Heat

Podobna sytuacja, jak u góry. Erik Spoelstra z Miami nie posiada drużyny wypełnionej po brzegi talentem, ale zawsze składa z niej takiego robota, który zamiast pięknie atakować, to profesjonalnie wchodzi w drogę swoim przeciwnikom, zmuszając ich do popełnienia błędów. Różnica polegała na tym, że Brett Brown to prawdziwy trener, umiejący reagować na wydarzenia na boisku, a Joel Embiid (który wrócił dopiero w meczu nr 3) i Ben Simmons razem, stanowią więcej niż sam Giannis. Philly przyjęła jednego w papę na otrzeźwienie od Bostonu na otwarcie drugiej rundy, i zobaczymy jak to pójdzie dalej.

Cleveland Cavaliers - Indiana Pacers

Obserwujcie znakomitość LeBrona Jamesa uważnie, bo Cleveland to nawet nie skład węgla i papy, bo węgiel jest przecież przydatny. Każda minuta, kiedy LeBron siedziała na ławce groziła zatonięciem Titanica, a gdy wracał to sam przesuwał z drogi górę lodową. Pacers okazali się dobrą + drużyną z wielkim sercem, ale przy takim przeciwniku w play-off trzeba wykorzystywać wszystkie szanse, a oni przynajmniej dwa spotkania przegrali na własne życzenie. Skład Indiany wygląda na rozwojowy, więc mam nadzieję, że spotkamy ich na podobnym etapie, przeciwko łatwiejszemu rywali w przyszłym sezonie, ale opowieść ich tegorocznego występu to może też być jednostrzałowiec (chociaż chuj z tym, właśnie spojrzałem na resztę Wschodu, i nie ma szans, żeby ktoś tam wypalił przed nich - największe szanse daję Knicks i Bulls, w zależności od rozegrania draftu).

Houston Rockets - Minnesota Timberwolves

I po co nie dali wejść Denver Nuggets, jak tak mieli zagrać? Ucierpiała reputacja Toma Thibodeau i Karla-Anthony Townsa. 

Golden State Warriors - San Antonio Spurs

Spurs to zupełne przeciwieństwo Timberwolves w tej serii. Talentu zdecydowanie mniej, zwłaszcza, że Kawhi Leonard cały czas siedzi w Nowym Jorku, boli go udo, doradzają mu bardzo złe duszki (najgorszy jest wujem, który ma "dobre" porady i chce dla siostrzeńca jak "najlepiej"), 40-letni Manu Ginobili przygotowuje się 48 godzin, żeby zagrać 20 minut, a oprócz Aldridge'a reszta drużyny to no-name'y. Na dodatek do tego wszystkiego, w trakcie serii okazuje się, że zmarła chorująca od wielu lat żona Gregga Popovicha, Erin. Gregg słusznie zostawia sport i wraca do rodziny, San Antonio pogrąża się w żałobie, a drużynę przejmuje Ettore Messina. A i tak zawodnikom ciągle wystarcza odwagi i ducha, żeby przynajmniej postawić się Golden State (może nie tak poważnie, ale mimo, że wynik taki sam co w serii wyżej, to jednak posmak pozostał zupełnie inny). Niestety nie wiadomo co z przyszłością zarówno Leonarda, jak i Popovicha, ale szczerze kibicuję, żeby San Antonio odbudowało się jak najszybciej. Z drugiej strony Golden State zagrało bez Stephena Curry'ego leczącego kolano, i tak naprawdę jadąc na 2., czasami 3. biegu przekonało mnie, że pędzi po prawie gwarantowane mistrzostwo, chyba że Houston pokonają wszystkie play-offowe demony. 

Portland Trail Blazers - New Orleans Pelicans

Ufff, zarząd Portland mówi, że nie będą panikować i dokonywać pochopnych zmian, ale te dźwięki, które słyszycie z daleka, to tłum ekspertów doradzających jakim trenerem zastąpić Terry'ego Stottsa, którego z dwójki Damian Lillard - C.J. McCollum wytransferować, i jaki otrzymać za nich zwrot, oraz jak wysoki kontrakt zaoferować Jusufowi Nurkiciowi. Ja jednak jestem zdania, że Portland trafiło na ewidentnie nie pasującego im przeciwnika, nie mają np. kim bronić Anthony Davisa, a nikt nie spodziewał się też, że Rajon Rondo wróci, a Jrue Holiday osiągnie tak wysoki, gwiazdorski poziom. Dame i C.J. (po części ze względu na wzmożoną obronę Pels) rzadziej trafiali niż w sezonie regularnym, i nigdy nie odnaleźli tego rytmu dającego im szansę odwrócić losy każdego meczu. 4-0 to szokujący wynik, ale widzę pozytyw np. w rozwoju Zacha Collinsa, pierwszoroczniaka, który pokazał mi kilka rzeczy, dzięki którym optymistycznie zapatruję się na jego rozwój w przyszłym sezonie. Po stronie Pelicans pewna wygrana zbudowała dobrą wolę i nadzieję na to, że może z Demarcusem Cousinsem ze zdrowym Achillesem, ten zespół może zajść jeszcze dalej? Na razie Golden State pokazują im, że droga na szczyt daleka i ciernista, ale wiara w pozostanie AD w Nowym Orleanie troszeczkę wzrosła.

Utah Jazz - Oklahoma City Thunder

Nigdy nie należałem do fanklubu Carmelo Anthony'ego. Manewry karierowe zrozumiem – wymusił przeniesienie się do największego miasta w Stanach (teoria spiskowa głosi, że za tym ruchem stała jego żona, półcelebrytka), zarobił tryliony bimbalionów, nigdy nie podpisując kontraktu za grosik mniej niż mu się należało, i czasem se awansował do play-off. Wkurzał mnie jako zawodnik, mniej pracowity niż Kobe, i mniej bezwzględny niż Russell Westbrook. Optymalne posiadanie piłki według Melo to otrzymanie jej zaraz przed linią rzutu za trzy, trzymanie przez 10 sekund, majtnięcie nogą trzy razy (co stanowiło jego "drybling") i matematycznie mało wydajny rzut, bez zwrócenia uwagi na to, jak ustawieni byli koledzy. Gdy grał na igrzyskach, to wpasował się w drugoplanową rolę, udowadniając, że gdzieś w środku istnieje Melo,który gra dla drużyny i rozsądnie, ale w głowie Melo to jest hańba dla jego rodu, i on sobie będzie grał po swojemu.
Carmelo Anthony nie był głównym powodem, dla którego OKC przegrało tę serię, ale patrząc po statystykach, zastanawiam się, czy nie pudłował tych czystych rzutów celowo, na złość. Westbrook i George mieli po jednym spotkaniu, gdzie wpadało im wszystko co kierowali w stronę kosza, a w pozostałych meczach Utah planem taktycznym wypunktowało wszystkie mankamenty teoretycznie bardziej utalentowanego rywala. Wracając do mojego postu o Rookie of the Year, muszę dodać kolejny punkcik dla Donovana Mitchella, ponieważ wziął na swoje barki ofensywę Jazz w czwartych kwartach, i zrobił to na tyle dobrze, że OKC zastanawia się jak suchy okaże się przyszły rok z Westbrookiem i Anthonym (mój typek - George po długim zastanowieniu zniknie z Oklahomy), a Utah właśnie testuje samych siebie na Houston, szukając miejsc, gdzie musi się poprawić, żeby rywalizować z największymi rywalami konferencji zachodniej.

Sorry, że nie zrobiliśmy typków na drugą rundę (myślałem, że start będzie, kiedy skończą się wszystkie mecze pierwszej rundy, o ja naiwny), ale na finały konferencji zrobimy kolejny post.

Michał




sobota, 14 kwietnia 2018

Szybkie typki na czuja

Drogi Mateuszu,

Dojechaliśmy lekko rozklekotanym samochodem, z krzywą ośką, lewym tylnym flakiem, otwartym bagażnikiem, upierdolonym lusterkiem i pijanym kierowcą do końca sezonu zasadniczego. W trakcie całego roku straciliśmy wielu znakomitych zawodników, a do play-off wchodzimy tracąc Kyrie Irvinga, możemy nie odzyskać Stepha w pełnym zdrowiu, Joel Embiid dzielnie rehabilituje złamaną twarz, a Jimmy Butler dzwoni po niemieckich klinikach, czy istnieją jakieś laboratoryjne sposoby zapewnienia, że jego kolano się nie rozpadnie, w zamian za oddanie duszy. Taki urok długiego sezonu zasadniczego, że nie zawsze wszystkie faworyzowane zespoły dostają szansę walki o mistrzostwo, a czasami ktoś, kto wykonał dobrą robotę, i zajął wysokie miejsce w konferencji dostaje za przeciwnika śpiący wulkan.

Dla każdej z 8 playoffowych par przedstawię mój typek, krótkie uzasadnienie, najlepszego zawodnika na boisku i skalę szoku, gdyby wybrany przeze mnie zespół nie przeszedł dalej. Wszystkie serie rozgyrwane są systemem 'najlepszy w 7 meczach' (pierwszy do 4 zwycięstw).

Zacznijmy na wschodzie:

1. Toronto Raptors - 8. Washington Wizards

Od razu przystępujemy do spotkania, gdzie nie umiem wykrzesać wiary w zespół liderujący konferencji. Toronto ma za sobą serię lat, w których prezentowali bardzo dobrze w sezonie zasadniczym, a rozczarowywali w play-offach, jak ja rodziców, kiedy napisanie pracy magisterskiej zajęło mi dodatkowy rok. Tradycją staje się, że przegrywają mecz na otwarcie play-off, bo Kyle'owi Lowry trzęsą się kolana, a sędziowie nie gwizdają tych samych fauli na DeRozanie, co od października do marca. Wizards to zupełne przeciwieństwo Raptors, ponieważ nie stać ich na solidną, rzemieślniczą grę potrzebną do regularnego wygrywania w zimne, deszczowe popołudnie w Stoke, ale w play-off wznoszą się troszkę wyżej, budując nadzieje kibiców na kolejny sezon (w którym następnie ją niszczą, i tak w kółko). Do ich największych osiągnięć należy, między innymi, rozbicie wyżej notowanych Toronto Raptors 4-0 na otwarcie 1. rundy w 2015 roku. Gdyby nie to, że w ostatnim meczu przeciwko Celtics w zeszłym roku, Kelly Olynyk zmienił się w Stephena Curry, Wizards graliby z finale konferencji z Cavaliers.

W tym roku Raptors rozczarowani brakiem postsezonowego sukcesu dokonali poważnych zmian w stylu gry, unowocześniając ofensywę większą ilością podań, i częstszymi rzutami za trzy. Dzięki swojej skutecznej i efektownej ławce Toronto często zamykało mecze wtedy, kiedy przeciwnicy dali odpoczywać gwiazdom. W play-off te czynniki stopniowo zanikają, i myślę, że kiedy tylko staną na przeciwko jakiejkolwiek trudności to wróci na pierwszy plan ich stary styl gry (przez lata przecież implementowany w głowach), a ławka przestaje mieć aż takie znaczenie, kiedy oponent może pozwolić sobie na granie pierwszą piątką przez 90% czasu spotkania. Nawet jeśli wyniki z sezonu zasadniczego na to nie wskazują, to uważam, że talent na szczycie leży po stronie Wizards. W związku z tym przewiduję:

Wizards 4 - Raptors 2

Najlepszy zawodnik w serii: Ze względu na kolana i charakter Johna Walla, wskazuję na Bradleya Beala.

Skala szoku, jeśli mój typek nie wejdzie: Donald Trump pisze coś głupiego na Twitterze

2. Boston Celtics -  7. Milwaukee Bucks

I znowu pojedynek, który powinien stanowić przetarcie przed kolejnymi rundami dla faworyta i wyżej notowanego Bostonu, ale przez kontuzje Haywarda, Irvinga, i Smarta Celtics opierają się na Horfordzie, drugorocznym Jaylenie Brownie, i rookim Jaysonie Tatumie. Fakt, że Brad Stevens zbudował na tym najlepszą defensywę w lidze, udowadniając gigantyczną przewagę intelektualną nad tymczasowym opiekunem Bucks Joe Pruntym, powoduje, że ciężko odesłać Boston do domu już po pierwszej rundzie. Jeśli Milwaukee wpadnie na jakikolwiek pomysł, jak poskładać prawdziwy system obronny ze swoich utalentowanych zawodników, i w ofensywie pozwoli Giannisowi rozwinąć skrzydła, to wcale nie jest bez szans. Nie zdziwię się, gdy każdy mecz w tej serii sprowadzi się do różnicy kilku punktów, a decydować będzie komu, na przykład lepiej siedzi trójka, czy pojedyncze akcje defensywne (na które bardziej stać Boston). Gdyby Bucks mieli prawdziwego trenera i wiedzieli jak dokonywać poprawek z meczu na mecz, to skłaniałbym się ku kolejnej niespodziance, a tak:

Celtics 4 - Bucks 3

Najlepszy zawodnik w serii: Giannis Antetokounmpo, który może być powodem, dla którego pożałuję wyboru dosyć podatnych przecież Celtics

Skala szoku: Trzy zamiast papcia ze sprawdzianu z matematyki.

3. Philadelphia 76ers - 6. Miami Heat

Wschód nie chce dać prostych odpowiedzi, prawda? 76ers zaczynają tę serię bez Joela Embiida (przynajmniej jeden mecz), a kiedy wróci, to założy na twarz maskę, i nikt nie wie jak bardzo wpłynie to na jego grę. W sezonie zasadniczym Miami stanowiło kwintesencję niewygodnego rywala dla Philly, rzucając wykwalifikowanych obrońców na Simmonsa, i sprowadzając mecze do brzydkiej walki (i wcale ich za to nie krytykuję, bo tak trzeba robić, kiedy talentu mniej, i nie można wygrywać finezją). 76ers w końcówce sezonu zbudowali jednak prawdziwy fundament ofensywy, otrzymując wkład od praktycznie wszystkich zawodników. Nawet jeśli Simmons i Embiid mają w sumie zaledwie 160 spotkań doświadczenia, to w ich otoczeniu jest Dario Saric,  J.J. Redick (13 sezonów w lidze - 13 sezonów w play-off), Ersan Ilyasova, Marco Belinelli, i potencjalne rozbłyski jak Fultz, czy Justin Anderson

Z drugiej strony Erik Spoelstra z Miami to doświadczony w play-off szkoleniowiec, który najlepiej czuje się przygotowując małe strategiczne plany wytrącające najskuteczniejsze bronie z ręki rywalom, a pod względem prowadzonych ważnych spotkań zjada Bretta Browna na śniadanie. Myślę, że Philadelphia w tej serii na pewno przegra dwa spotkania - jedno ze względu na nerwy na wielkiej scenie, a drugie ze względu na znakomicie zagrane taktycznie spotkanie przez Miami (te kalkulacje zakładają, że Embiid wróci na drugi mecz, a możliwe, że tak się nie stanie). W ostateczności te dwa czynniki przekonują mnie, że 76ers wygrają tę serię: talent i przewaga własnego boisku. Nie chodzi mi tutaj nawet o wsparcie kibiców (a to oczywiście niezaprzeczalnie będzie), ale nawet analitycznie wychodzi na to, że w koszykówce zespoły zdecydowanie lepiej grają na własne kosze.

76ers 4 - Heat 2

Najlepszy zawodnik w serii: Joel Embiid (jeśli wróci, a maska nie odbierze mu supermocy)

Skala szoku: Moja mina widząc jak ktoś zjada całą cebulę na raz

4. Cleveland Cavaliers - 5. Indiana Pacers

Biedna Indiana oddała Paula Georga na zachód, po tym jak odpadli w pierwszej rundzie z Cavaliers, żeby budować nowy zespół z marzeniami, po to, żeby znowu odpaść w pierwszej rundzie z Cavaliers.

Cavs upuszczą tutaj jedno spotkanie tylko, jeśli LeBron utnie sobie drzemkę na skraju boiska, i nie ustawi budzika.

Cavaliers 4 - Pacers 0

Najlepszy zawodnik w lidze: LeBron James

Skala szoku: LeBron James po sezonie podpisuje kontrakt ze Skrą Bełchatów chcąc udowodnić sobie, że w siatkówce też wszystko wygra.

Nie umiem się zdecydować, czy zachód jest łatwiejszy, czy trudniejszy do typowania.

1. Houston Rockets - 8. Minnesota Timberwolves

Dzielne Wilki walczyły przez cały sezon, aby zmazać plamę nieobecności w playoff przez 14 lat, i wszystko sprowadziło się do tego, że w ostatnim dniu sezonu musieli pokonać Denver Nuggets. Po zaciekłym boju zajęli upragnione ósme miejsce, i zaraz po fecie zaczęli szykować się na bęcki od Houston. Bazując na skali talentu Timberwolves można by doszukiwać się niuansów i elementów taktycznych burzących drogę Houston po mistrzostwo, ale w ten sposób zakłamujemy rzeczywistość. Mimo tego, że Karl-Anthony Towns i Jimmy Butler to absolutne gwiazdy NBA, to niestety występują w zespole, gdzie trener uchodzący za specjalistę od defensywy, cały czas trzyma ją na wysokości 25. miejsca w lidze, dodatkowo zajeżdżając zawodników trzymając ich na boisku po 40-42 minuty w każdym spotkaniu. Butler przypłacił to rozwalonym kolanem, a przegrane bez niego mecze zepchnęły Timberwolves prosto w paszczę smoka. Być może po stronie Rockets nikt nie powstrzyma ataku Townsa, ale Houston uwielbia przystępować do meczów z zespołami, które nie rzucają trójek, i brakuje im obrońców, żeby powstrzymać Hardena (ani Paula), i nie mają żadnego doświadczenia w play-off. Cieszymy się z waszej obecności na tym etapie, Timberwolves, ale pożegnamy się po czterech spotkaniach.

Rockets 4 - Timberwolves 0

Najlepszy zawodnik w serii: James Harden (który będzie dążył do tego, żeby pokazać wszystkim, że można liczyć na niego w play-off)

Skala szoku: Houston odbierające wiadomość o problemie na Apollo 13.

2. Golden State Warriors - 7. San Antonio Spurs

Pamiętasz, jak na początku pisałem o kontuzjach zmieniających oblicze sezonu? Zdjęcie Kawhi Leonarda powinno znaleźć się na okładce książki "Co by było gdyby?". Poczynając od zeszłorocznych finałów zachodniej konferencji, San Antonio Spurs zadają sobie pytanie, czy mieli szansę ograć Warriors, gdyby tylko Leonard nie skręcił kostki w pierwszym spotkaniu (do tego momentu prowadzili 25 punktami). Ten sezon miał dać ostateczną odpowiedź... ale Kawhi skontuzjował sobie mięsień czworogłowy uda w taki sposób, że lekarze nie potrafią zdiagnozować przyczyny, rehabilitacja nie pomaga, a Leonard mentalnie podobno odsuwa się od drużyny. W ten sposób Spurs przeżyli na szpilkach cały sezon wyciągając maksimum z Manu, Parkera, i losowych kibiców z koszulkami z nazwiskiem na plecach, oczekując na powrót Kawhi. Podobnie jak w paragrafie wyżej, ich trud nagrodzono spotkaniem z mistrzami NBA w pierwszej rundzie.

Nasłuchałem się ostatnio, że słaby (na ich standard) sezon zasadniczy Warriors, i kontuzja Stepha wskazują, że są gotowi na to, aby wreszcie oddać tytuł. Czy nikt z tych ludzi nie widział ostatniego mistrzostwa Michaela Jordana? Scottie cały sezon walczył o nowy kontrakt i/albo leczył kontuzję pleców, Chicago wygrało najmniejszą ilość spotkań od trzech lat, a nowe potęgi powoli wzrastały na zachodzie. To miał być tamten rok. Jak się skończyło, wszyscy doskonale wiemy, a ty masz to uwiecznione na czarno-białym zdjęciu z biografii MJ. Nie wolno nie doceniać mistrzowskiego serca. Ludzie zdają się zapominać, że Warriors cały czas dysponują Kevinem Durantem, Klayem Thompsonem i Draymondem Greenem. W przypadku Golden State sezon zasadniczy naprawdę nie ma znaczenia, i wszyscy przekonamy się o tym, jak tylko play-off zaczną się naprawdę. Mimo tego, mam wrażenie, że brak Stepha i ambicja Spurs pozwolą im odebrać przynajmniej jedno spotkanie na swoim terenie.

Warriors 4 - Spurs 1

Najlepszy zawodnik w serii: Kevin Durant

Skala szoku: Kalifornia głosuje za separacją od USA

3. Portland Trail Blazers - 6. New Orleans Pelicans

Ufff, zaczyna się robić niezwykle ciężko. Zważając na fakt, że Anthony Davis to potwór o pterodaktylowych ramionach stworzony do zdobywania punktów i eliminowania wrogich strzałów okolic własnego kosza, to skłaniałbym się ku Pelicans. Problem z tym, że drugi najlepszy zawodnik tej drużyny został wyeliminowany w styczniu przez Achillesa, a reszta składu została dobrana w ten sposób, który najbardziej mnie denerwuje - naprędce i bez wizji, tylko po to, by pomóc W TEJ CHWILI, W TYM MOMENCIE, ANTHONY BŁAGAMY ZOSTAN! Jrue Holiday, czyli rozgrywający Pelicans, to solidny defensywnie zawodnik, który rzucał już ważne punkty w kluczowych momentach, i można liczyć na to, że podejmie wyzwanie krycia Damiana Lillarda. Nikola Mirotic też co nieco potrafi, zwłaszcza kiedy jego rzut z dystansu siedzi, a zapewnia też walkę pod koszem o zbiórki. Reszta to zupełna niewiadoma. Jakiekolwiek szanse Pelicans leżą na szerokich barkach Davisa, a optymizm można odnaleźć w tym, że zazwyczaj dowozi, więc jeśli skończy tę brutalną serię ze średnimi 35 punktów/13 zbiórek/3 bloki, to wcale nie będę zdziwiony.

Z drugiej strony mamy zespół znający się bardzo dobrze, bo Damian Lillard i C.J. McCollum grają ze sobą od paru ładnych lat, zawsze awansując do play-off. Problem Portland leży w tym, że łatwo wyobrazić sobie, gdzie leży granica ich możliwości. Lillard i McCollum potrafią rzucić z każdego miejsca na boisku demoralizując rywali, ale nie grają w defensywie (Lillard w tym roku poczynił postępy). Większość składu potrafi grać w kosza i dobrze uzupełnia gwiazdy, ale jest przepłacona. Zawodnikiem X dla Trail Blazers jest serbski gigant, Jusuf Nurkic, który dołączył do zespołu jako zeszłosezonowy transfer z Denver Nuggets. Jusuf to szałaputa, który czasami lubi sobie pobręczeć na boisku, naburmuszyć się, potem rzucić 25 punktów, w innym spotkaniu mieć dwie zbiórki, czasami podaje tak, że Larry Bird by się nie powstydził, a czasem odmawia dostrzegania innych graczy na boisku. W zeszłym sezonie Trail Blazers wygrywali mecze ofensywą, ale pod koszem prezentowali rywalom gigantyczną dziurę. W Nurkiciem w środku pola priorytety się odwróciły. Jeśli w play-off defens utrzyma jakość, a C.J i Dame zazieją ogniem z dystansu, to Pelicans zostaną bez żadnych szans.

Trail Blazers 4 - Pelicans 3 (ale jeszcze 14 razy zmienię)

Najlepszy zawodnik w serii: Anthony Davis

Skala szoku: Kiedy zamówię pączka z różą, i w środku faktycznie jest nadzienie z różą

4. Oklahoma City Thunder - 5. Utah Jazz

OKC dodało Paula Georga, Carmelo Anthony'ego tworząc supergrupę, i wygrało jeden mecz więcej niż w poprzednim sezonie, który Russ rozegrał solo. Kiedy grali z plebsem ligi, to potrafili dostać wciry, a na mecze z gigantami motywowali się i ukazywali swój nieskończony potencjał. Thunder jadą tak, jak Westbrook wskaże, ale musi on pozwolić swoim kolegom pomóc, inaczej skończy się tak nieciekawie, jak w pierwszej rundzie w zeszłym roku przeciwko Houston. Na najwyższym biegu Thunder potrafi stłamsić rywali w defensywie, a w ofensywie biega tyle talentu, żeby zdobywać punkty przeciwko każdemu. Bazując na historii, możemy przyjąć, że ten dobry Paul George pojawia się w play-off, uaktywniając obronę na poziomie All-NBA, a jeśli Carmelo chce zrehabilitować ten sezon, to musi przynajmniej trafiać za trzy. Steven Adams, center z Nowej Zelandii, stanie do pojedynku z Rudym Gobertem z Francji w bitwie pomiędzy brutalnością i bezwzględnością. Gobert niszczący Adamsa w meczu centrów oznacza złe wieści dla OKC.

Nie wierzę w tegoroczny zespół Jazz. Należy im się ogromny szacunek za renesans i absolutną dominację w drugiej części sezonu, po powrocie Goberta do składu, ale ich atak bazuje na skomplikowanych akcjach, które w play-off często zanikają na rzecz prostszej koszykówki, zdominowanej przez gwiazdy poszczególnych zespołów. Donovan Mitchell musiałby wskoczyć na kolejny poziom i pociągnąć kolegów z przodu, żeby nie zmarnować pracy Goberta w obronie. Patrząc po ich składzie, ciężko mi wyobrazić skąd konsekwentnie przyjdą punkty w każdym meczu. Nie wyobrażam sobie innej serii niż niesamowicie zaciętej, może nawet kontrowersyjnie zakończonej, ale ostatecznie stawiam na star-power Thunder.

OKC 4 - Jazz 2

Najlepszy zawodnik w serii: Mimo wszystko Russell Westbrook

Skala szoku: Robert Lewandowski prowadzi Polskę do ćwierćfinału mundialu

Nie stawiaj u buksa na moich typkach.

Ale jak już istnieją w pisowni, to za dwa tygodnie razem się pośmiejemy, albo ze mnie, albo ze mną.

Michał